Mam już samochód, dom z basenem, meble, sprzęt kuchenny oraz zapasy jedzenia… Czego mi jeszcze brakuje? Dyplomu z najlepszej uczelni i umowy o pracę. O, tam mają! Wytarguję dobrą cenę. Papiery rozwodowe…? No nie, najpierw przydałby się akt ślubu.

Aquí, cómprame caserita! Kup ode mnie, kochana! – pulchna kobiecina o dwóch długich warkoczach przywołuje mnie do swego stoiska wypełnionego małymi, kolorowymi przedmiotami.

Jest przed południem, na nieskazitelnym niebie słońce wisi wysoko, a na prawie 4 tysiącach metrów razi w szczególny sposób. Wdycham rześkie styczniowe powietrze. Po tej stronie globu panuje teraz lato, na które przypadają zwykle obfite deszcze. Mrużę oczy i rozglądam się dokoła. Tłumy napierają na siebie i zdają się płynąć w dwóch przeciwnych kierunkach. Wystarczy poddać się jednemu z nurtów. Tego dnia wszyscy w mieście dostali wolne w porze lunchu, aby każdy mógł uczestniczyć w rytuałach związanych z Alasitas oraz zapewnić sobie dobrobyt i pomyślność na cały rok.

Źródła: Kontynenty
Tags:
  • Alasitas
  • magazyn Kontynenty
  • Boliwia