Na rynku mieszkaniowym jest jak w polityce. Prawa i lewa strona – kupujący i sprzedający – oddala się od siebie coraz bardziej. Ci pierwsi obserwują galopującą inflację i rosnące stopy procentowe z nadzieją, że coraz droższy pieniądz zdławi w końcu popyt, a za tym wzrost cen mieszkań. A może nawet je nieco zbije. Ta sama inflacja w połączeniu z dwa, trzy razy niższym od niej oprocentowaniem depozytów sprawia jednak, że druga strona, czyli sprzedający, stoi przed dylematem: sprzedam i co dalej?

Wysokie stopy procentowe uderzyły w rynek kredytowy, co znacząco ograniczyło popyt na nieruchomości

Jeśli jest się deweloperem, który może dokonać ponownego obrotu kapitałem i przeprowadzić nowe inwestycje, nie ma co spieszyć się z kolejną budową, skoro rynek coraz bardziej stygnie. Tym bardziej że nowe mieszkania trzeba by stawiać po znacznie wyższych kosztach niż poprzednie.

Jeszcze mniej opcji z ponownym lokowaniem uwolnionej gotówki mają zwykli obywatele. Skoro banki nie kuszą, a giełda leży, to rynek mieszkaniowy i tak wygląda na najmocniejszy. Zwłaszcza że za sprawą napływu uchodźców z Ukrainy wyjątkowo szybko wzrosły ceny najmu.

Źródła: Redakcja Forbes
Tags:
  • rynek mieszkań
  • nieruchomości
  • inflacja
  • deweloperzy
  • rynek nieruchomości