Nałożone na siebie kryzysy – klimatyczny i energetyczny – sprawiły, że świat przeprasza się z atomem. Także i w Polsce energetyka jądrowa powraca do łask po latach klątwy. Chcemy wręcz być mistrzem atomowego renesansu

Jacek Sasin, nowa twarz polskiej energetyki jądrowej. Wicepremier jest zdania, że trzy elektrownie to wciąż za mało. Rząd chce docelowego udziału atomu w miksie energetycznym na poziomie 30–35 proc.

Zaznaczam kolejne pineski na mapie Polski. Dwie na Pomorzu, w Lubiatowie-Kopalinie i Żarnowcu, bo nie jest jeszcze całkiem przesądzone, w której z tych lokalizacji stanie pierwsza polska elektrownia jądrowa. Dalej – Pątnów, tam, gdzie elektrownia węglowa. Z trzecią mam problem – ma powstać w „centralnej części” kraju. Niech będzie Bełchatów, o nim się mówi najwięcej, może i tu atom zastąpi węgiel. Zsuwam palce, mapa się zmniejsza. Widzę wielką Polskę atomową.

– Boję już się otwierać lodówkę, bo zewsząd i codziennie dowiadujemy się o kolejnej elektrowni atomowej, która ma powstać w Polsce. Jeszcze chwila i okaże się, że będziemy mieli atomówkę w każdej gminie – śmieje się Paweł Szypulski, dyrektor programowy Greenpeace Polska. – Gdyby wszystkie obietnice polityków miały zostać zrealizowane, zostalibyśmy chyba największym atomowym placem budowy na świecie.

Źródła: Redakcja Forbes
Tags:
  • elektrownia jądrowa
  • elektrownia atomowa
  • Atom
  • energetyka jądrowa
  • kryzys energetyczny