Błyskawiczna reakcja i szybki powrót do stanu poprzedniego. Teoretycznie przy okazji wybuchu w Przewodowie można było szybko (i całkiem dobrze) zarobić. Praktycznie jednak ta i podobne sytuacje, w których dominuje chaos informacyjny sprzężony z narastającym strachem inwestorów, nie są najlepszymi okazjami inwestycyjnymi. „Często nie da się takiego kursu wykorzystać, po prostu nie zdążymy”

Każda duża zmienność cen rynkowych może teoretycznie stwarzać okazję do zarobienia – przyznaje Michał Szymański, prezes VIG / C-Quadrat TFI. – Ale też do realnej straty – dodaje błyskawicznie. I przestrzega: w podobnych sytuacjach inwestorzy powinni podchodzić ostrożnie do osiągnięcia jakiegoś nadzwyczajnego zysku

Zawirowania wywołane doniesieniami o rzekomo rosyjskich rakietach, które we wtorek spadły na terytorium Polski zabijając dwie osoby, wywołały potężny zamęt informacyjny i uruchomiły lawinę spekulacji. Nie obyło się też bez gwałtownych zmian na rynkach.

– Skala tego zjawiska była zwielokrotniona, bo informacje o wybuchu w Przewodowie dotarły do inwestorów już po zamknięciu notowań na GPW. Europejskie giełdy też zakończyły już sesję. A to oznacza bardzo niską płynność, także na działającym 24 godzinę na dobę rynku walutowym. Kiedy rynki są tak uśpione, a płynność na nich jest wielokrotnie niższa niż w zwykły handlowy dzień (na walutach jak złoty, forint czy czeska korona – praktycznie żadna), znacznie łatwiej o zmianę kursu. Niekiedy wystarczy jedna większa transakcja, by znacząco wpłynąć na notowania – tłumaczy Bartosz Sawicki, analityk Ciknkciarz.pl.

Źródła: Forbes.pl (Grupa Onet)
Tags:
  • rynki
  • Przewodowo
  • kursy akcji
  • wojna
  • przewodów
  • wojna na Ukrainie
  • kurs złotego
  • wojna w ukrainie