Skoro w czasie lockdownu pewność wobec naszych partnerów i dostawców spada wraz z ich oddaleniem, zaczęły się poszukiwania rezerwowych. Im bliżej, tym lepiej. I tak karierę zaczął robić nearshoring, coraz wyraźniejszy także w outsourcingu usług

W polskich centrach outsourcingu coraz trudniej o ręce do pracy. Dlatego coraz więcej ściąga się pracowników z zagranicy – stanowią tu już 12 proc. zatrudnionych

Geografia współczesnego świata to coś, co kryzys roku 2020 zmienił szczególnie. Poprzecinane kordonami sanitarnymi kraje i całe kontynenty od lat nie były tak daleko jak dziś. Przywracanie granic w Europie i wiz w co bardziej izolujących się krajach stało się codziennością. Globalizacji zarządzono w tył zwrot.

Jeśli chodzi o sam biznes, najwięcej zaczęło się mówić na temat przepracowania łańcuchów dostaw, zwłaszcza we wrażliwych dziedzinach, jak np. medycyna. Na produkcji sprawa się jednak nie kończy. Ostatnie lata to także rozkwit międzynarodowych usług wynikający głównie z upowszechniania się outsourcingu. W Azji prawdziwym zagłębiem BPO i SSC stały się Indie, a w mniejszym stopniu Filipiny, w Ameryce Brazylia, a w Europie Polska. Nietrudno sobie wyobrazić, jak na tę mapę przepływu usług zadziałał kryzys epidemiologiczny, w czasie którego jednym z priorytetów stał się nearshoring, czyli szukanie zasobów jak najbliżej centrali.

Źródła: Redakcja Forbes
Tags:
  • it
  • pandemia koronawirusa
  • nearshoring
  • outsourcing IT
  • outsourcing