Krzysztof Ziętarski chciał ze swoją marką ubrań ometkowanych sentencją „Na większą chwałę Bożą” trafić do grona firm modowych o miliardowych przychodach. Dziś grozi mu bankructwo, a na karku ma długi, rozczarowanych inwestorów i wściekłych klientów. Amen

Krzysztof Ziętarski to były fotograf, który postanowił spróbować sił w branży odzieżowej. Plany były wielkie, ale ich wykonanie  wpędziło Marie Zélie w ogromne kłopoty finansowe.

Ważą się losy działającego od 2015 r. gdańskiego producenta odzieży damskiej, Marie Zélie, którego twórca, zawodowy fotograf Krzysztof Ziętarski, 7 października br. złożył w sądzie wniosek o upadłość. Czy to już koniec marki skromnych sukienek „dla katoliczek”, oznakowanych akronimem „A.M.D.G.”, czyli z łaciny „Na większą chwałę Bożą”? Ziętarski zapewnia, że jeszcze nas zaskoczy „pozytywnym przełomem”, bo do firmy dołączył właśnie Witold Jodłowski, CEO szkoły językowej Talkersi, który razem z nim będzie zarządzał spółką. Czy nowy kapitan okrętu będzie w stanie go ocalić, nie wiadomo. Podobnie jak dlaczego Ziętarski zgłosił upadłość. Wiemy natomiast, że sąd, do którego na początku maja br. wpłynął inny wniosek – o zatwierdzenie układu przyjętego przez 150 wierzycieli, którym Marie Zélie zalega łącznie ponad 10 mln zł – nadal nie wydał decyzji. Jeśli układ odrzuci, ruszy lawina roszczeń, z której spółka raczej się nie podniesie, bo już dziś ma gigantyczne problemy z płynnością finansową. Nie jest w stanie nawet zapłacić ok. 60 tys. zł opłat celno-skarbowych od zamówionych w Bangladeszu sukienek, które aktualnie zalegają w gdańskim porcie. Ani nawet terminowo oddawać klientkom pieniędzy za odsyłane ubrania. Pechowo dla marki internet zasypany jest wpisami praktycznie wszędzie tam, gdzie pojawia się hasło „Marie Zélie”. Przykładowo facebookowa grupa „Marie Zélie – walka o zwrot środków” ma prawie 2 tys. członków, którzy dzielą się radami typu: „na którą komendę policji najlepiej zgłosić sprawę albo jak skutecznie postraszyć właściciela, aby jednak zrobił przelew”. „Skandal. Złodzieje i oszuści. Przywłaszczają pieniądze za zwrot ubrań, od kilku miesięcy czekam na zwrot 300 zł. Telefon wyłączony. Brak jakiejkolwiek komunikacji. Nie dajcie się nabrać na ładną stronę, to fikcja. Jak taka firma może jeszcze działać, to bezprawie” – tę opinię na stronie Trustpilot, która m.in. ocenia marki, dodano 6 listopada tego roku.

Na pomysł stworzenia marki Krzysztof Ziętarski wpadł podobno w czasie zakupów w trójmiejskiej galerii z żoną Anną (obecnie w radzie nadzorczej spółki). Historia firmy, którą w 2020 roku opisał „Vogue”, wzbudziła spore zainteresowanie, bo twórca marki mówił o inspiracji katolickimi potrzebami:

Źródła: Redakcja Forbes
Tags:
  • marka odzieżowa
  • branża odzieżowa
  • rynek odzieżowy
  • Krzysztof Ziętarski
  • ubrania