Pandemia COVID-19 wznieciła apetyty na nowoczesne jachty motorowe i katamarany. Nie zniechęcają nawet coraz bardziej wyśrubowane stawki

Mało kto w Polsce wie, że co trzeci jacht motorowy na wodach europejskich pochodzi z polskich stoczni. Pod względem produkcji, zajmujemy drugie miejsce na świecie, po Stanach Zjednoczonych. Te piękne wodne cacka, są jednak głównie popularne wśród zagranicznej klienteli, do której trafia ponad 90 proc. całej naszej produkcji jednostek pływających. Kupują je głównie Amerykanie i klienci z Europy Zachodniej (Norwegia, Francja, Niemcy). Polskie jachty mają również wzięcie wśród Rosjan i na Bliskim Wschodzie. Są również znane wśród żądnej morskich przygód i/albo szpanu klienteli w Australii, Japonii i Chinach. O tym, że chętnych jest coraz więcej, świadczą rosnące obroty branży, które, jak podaje Eurostat, w latach 2014 – 2018 r. uległy podwojeniu, sięgając prawie 400 mln euro.

Mimo że rynek jest zdominowany przez małych lokalnych producentów rozsianych po całym wybrzeżu, polskie stocznie specjalizują się w luksusowych jachtach motorowych do 24 metrów (Galeon Yachts), czy spersonalizowanych prestiżowych katamaranach do 30 metrów (Sunreef Yachts). – Luksusowe łodzie rodzimej produkcji kosztują od kilkuset tysięcy do kilkudziesięciu milionów euro. Najlepiej sprzedają się w Niemczech, Rosji i Wielkiej Brytanii, a poza rynkiem europejskim cieszą się dużym popytem również w USA, Australii i Azji – wylicza Paulina Marwińska z firmy Galeon Yachts.

Źródła: Forbes.pl
Tags:
  • Produkcja
  • jacht
  • Woda
  • pieniądze
  • relaks
  • sezon
  • biznes
  • wakacje
  • luksus