Sean Penn rzucił dla niej Madonnę. Za rolę Claire Underwood w „House of Cards” dostała Złoty Glob i tyle nominacji do Emmy, ile serial miał sezonów. Jednak aktorstwo nie wypełnia bez reszty życia Robin Wright. Gwiazda reżyseruje i produkuje filmy, działa charytatywnie, nagrywa piosenki

Robin Wright twierdzi, że wybierając role, kieruje się instynktem, a nie kalkulacją. Nie chodzi o liczbę słów, które wypowie czy minut ekspozycji na ekranie, tylko trudną do sprecyzowania jakość artystyczną postaci – jej emocjonalny wkład w opowiadaną historię

Jest honorową ambasadorką pomagającej alkoholikom The Gordie Foundation. Ale najwięcej sił i środków przeznacza na wspieranie mieszkanek Konga, których sytuacja, mimo zakończenia wojny oraz nominalnej demokratyzacji kraju, pozostaje tragiczna. Partyzanci z rejonów przygranicznych traktują je jak towar: sprzedają, zmuszają do prostytucji, torturują, okaleczają, mordują.

Wright tłumaczy, że wojenne gwałty, masowe i systematyczne, powodują śmierć za życia, bo właśnie taki cel przyświeca oprawcom. Członkowie rebelianckich bojówek ADF (muzułmanie), LRA (fundamentalistyczni chrześcijanie) czy FDLR (rwandyjscy Hutu) stosują przemoc seksualną jako narzędzie walki. Gwałt okrywa kobietę hańbą także w oczach najbliższych i wspólnoty. Rodząc dziecko wroga, sama się nim staje.

Źródła: Redakcja Forbes Women
Tags:
  • Robin Wright
  • FILM
  • kino
  • prawa kobiet