Firmę tworzył w starachowickiej piwnicy, a pierwszą maszynę sprzedał, zanim powstała. Dziś wysyła je na wszystkie kontynenty – od Kamczatki, przez Wybrzeże Kości Słoniowej i Azory po Chile. Konkurencja z Pakistanu, Egiptu i Chin próbuje podrabiać jego wybijarki do jajek, ale Piotr Drapejkowski się tym nie martwi. Kilka miesięcy temu otworzył filię w USA. Sprzedaż maszyn Ovo-Techu na ten rynek wzrosła w rok o 1000 proc.

Właściciel Ovo-Techu, Piotr Drapejkowski. Jak mówi, era internetu pozwala stosunkowo łatwo  dotrzeć z ofertą do dowolnej, wyselekcjonowanej grupy klientów na świecie i dostarczyć im produkty. – Nie narzekamy na gospodarkę globalną. Pełnymi garściami czerpiemy z tego, co nam daje. A daje nam przewagę nad tymi, którzy tego nie widzą – dodaje

Biznesem zajął się tuż po studiach na wydziale odlewniczym krakowskiej AGH, choć jeszcze w ich trakcie łapał szlify w handlu zagranicznym, importując biżuterię z Indii. Na początku transformacji wraz ze wspólnikiem zabrał się w Starachowicach za produkcję makaronu. Po kilku latach firma przestała być jednak dochodowa i trzeba ją było zamknąć. Ale późniejszy szef Ovo-Techu się nie zraził, a porażkę potraktował jak lekcję.

– Ten makaronowy biznes sporo mnie nauczył – przyznaje Piotr Drapejkowski. – Gdy upadł, zrozumiałem, że istnieją przynajmniej trzy kategorie biznesów. Pierwsza, którą nie warto się w ogóle zajmować, czyli biznesy łatwe naśladujące i powielające cudze sukcesy. Tak było z makaronem. Stwierdziłem, że nie chcę już działać w ten sposób. Takie biznesy zabierają całą energię i pomysłowość, cała energia skupia się na walce z konkurencją, a konkurencja jest ogromna – w końcu kogoś naśladujemy. W takim przypadku możliwości rozwoju ograniczają się albo do obniżania ceny, albo jakości. Trudno jest wskoczyć w markę premium, robiąc to, co robią inni – tłumaczy.

Źródła: Forbes.pl
Tags:
  • jaja
  • technologie
  • USA
  • biznes
  • Ovo-Tech