Któregoś dnia po prostu przybili do brzegu bezludnej wyspy i wciągnęli na maszt kwadratową, zieloną flagę z literą N wyhaftowaną w lewym, górnym roku. N jak Naturrevolution. Taka, w planie Paula Robiena i Evy Windhorn, miała dokonać się rewolucja.

Paul Robien

Żuraw zwyczajny Grus grus

Podziemia są tutaj takie, jakie powinny być porządne podziemia muzeum. Długi, chłodny korytarz, echo kroków na kamiennej posadzce, poza tym cisza. Facet od kluczy wcale się nie spieszy. Wie, że jest mistrzem ceremonii. Zgrzyt zamka, skrzypienie zawiasów, zapach stęchlizny i kurzu, słaba żarówka pod sufitem. Wzrok powoli się przyzwyczaja, zaczyna wyławiać z półmroku pierwsze sylwetki. Nie wszystkie umiem rozpoznać. Nowa Gwinea miesza się tu z Międzyodrzem, południowe Włochy z północną Brandenburgią. Stoimy w pokoju wypełnionym ptakami. Ptasie oczy łypią na nas z półek od podłogi po sufit. Raniuszek, czeczotka, kukułka, kilka dzięciołów. Niektóre przyczepiono do gałązek, inne przyklejono po prostu do drewnianych płytek. Każdy z metryczką przy łapce.

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • Paul Robien
  • Eva Windhorn
  • Vogue Polska
  • ornitolog