Dlaczego film „Gunda”, poświęcony życiu zwierząt hodowlanych, z tytułową świnią Gundą na czele, może być lekcją uważności?

"Gunda"

W pierwszych kilkunastu minutach filmu Victora Kossakowskiego widz przeżywa moment wielkiego poruszenia. Oto dopiero co urodzone prosiaczki napiły się już trochę mleka i rozpierzchły po słomie, by ćwiczyć pierwsze, niepewne kroki. Spod siana słychać jednak wciąż ciche kwilenie. Rozłożysta świnia Gunda, tytułowa bohaterka filmu, próbuje namierzyć źródło dźwięków. Po kilku minutach rycia w źdźbłach odkopuje małą świnkę. Słabe, wątłe zwierzątko nie przyczołgało się po narodzinach do jej wymion, zostało w tyle, gdy bracia i siostry poszli eksplorować świat. Gunda czule odgarnia z potomka resztki słomy, po czym staje racicą na jego mostku. Po kilkunastu sekundach desperackiego kwilenia zapada cisza. Matka właśnie zabiła dziecko. Życie toczy się dalej.

„W pierwszym odruchu chciałem ten fragment wyrzucić z filmu. Ale potem dotarło do mnie, że nie mogę go nie wykorzystać. Kim jestem, by oceniać tę sytuację? Przecież Gunda żyje tu od wielu lat. Ona wie, że jej prosiak nie przeżyje – nie przyszedł do sutka, był słaby” – tłumaczył Kossakowski, odpowiedzialny także za montaż filmu, w rozmowie z portalem InsideHook.

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • kino
  • Vogue Polska
  • Gunda
  • FILM