Zapomnieliście o He-Manie, księciu Eterni, Szkieletorze czy potędze Posępnego Czerepu? Wkrótce Netflix przypomni wam, co to znaczy być wychowanym na kreskówkach z lat 80.

He-Man już wkrótce na Netfliksie

Gdy okazało się, że na serwisie Netflix pojawi się nowa odsłona przygód He-Mana, zatytułowana „Władcy Galaktyki: Objawienie”, zacząłem się zastanawiać, czy o potędze Posępnego Czerepu po raz pierwszy usłyszałem dzięki telewizji Polsat, czy może TVP2. Na pewno było to w połowie lat 90. W wakacje, gdy nawet najlepsza pogoda nie mogła oderwać nas od popołudniowego pasma bajek. „Czarodziejka z księżyca”, „Motomyszy z Marsa” i oczywiście „He-Man”, półbóg, zbudowany jak Dolph Lundgren i jego wróg Szkieletor. Kto się go nie bał? Sprawdzając oryginalne wersje serialu zerknąłem na YouTube i cofnąłem się w czasie.

He-Man to esencja stylu lat 80. i prawdopodobnie tego, czym żyli wtedy amerykańscy nastolatkowie. Przerośnięty facet z odsłoniętym torsem, w szortach jaskiniowca i z mieczem, do tego kot o wdzięcznej nazwie Cringer, czarodziejka, która ucieleśnia wszystko, z czym walczy się dziś w ramach kampanii „body positive” i zło, które jest przepotężne jak sam diabeł, czyli Szkieletor. Słońce, jak w piwnicznej jamie nastolatka nie pojawia się tu nigdy, a gitarowa muzyka warczy w takt piorunów i łupni.

Źródła: Newsweek
Tags:
  • Netflix
  • Kevin Smith
  • kreskówki
  • He-Man
  • seriale
  • lata 80