Sztuka w świecie popandemicznym uczy się oszczędnego korzystania z zasobów: przede wszystkim naszej uwagi. Przeczytajcie relację Adriany Prodeus z festiwalu w Grazu, gdzie artyści pomagają odkryć to, co mamy na wyciągnięcie ręki.

Dzięki pandemii świat sztuki musiał stać się mniej hermetyczny i wyjść na zewnątrz. Opuścić bezpieczną bańkę galerii i muzeów zarezerwowaną dla znawców. Wreszcie się zdemokratyzować, odrzucić kuratorską nowomowę, nauczyć się mówić językiem przechodniów. Potrzebował zmiany taktyki i zwrócenia spojrzenia na widza. Wspólne gotowanie, interakcje na dworcu, chwilowe pomniki, performance’y w parku – sztuka skutecznie zbliża się do ludzi. Uczy się być potrzebna.

Zaczyna się od tego, że dostaję list „Do wszystkich, których kocham”. Fajnie być na tej liście. Rozwijam długi zwój papieru podpisany: Paul B. Preciado. Pisze, że kocha mnie, choć się nie znamy: bez względu na rasę, płeć, ciało i poglądy. „Wow, super, ale jak możesz kochać mnie bez znajomości mojej historii, bez spojrzenia mi w oczy, bez ciepłego uścisku ręki?” – myślę. „Normalnie” – odpowiada artysta, jakby przewidział tę wątpliwość. „Kocham cię jako żyjącą, zmienną całość, nieredukowalną do niczego poza nią samą. Żeby cię pokochać, najpierw muszę przestać cię nienawidzić z powodów, jakich mnie nauczono: społecznych, ekonomicznych, kulturowych. Kocham cię jako fizyczne istnienie, które przetrwało tresurę norm. (…) Kocham cię w samym środku radioaktywnej chmury, którą wciąż emanuje Fukushima i Czarnobyl. Kocham cię komórkami mojego ciała zmieszanymi z twoimi i wirusem SARS-CoV-2. Kocham cię przed i po istnieniu wynalazków elektryczności i internetu, przed i po ewolucji zwierząt oraz szóstym masowym wymieraniu”.

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • Vogue Polska
  • sztuka