Choć jej miejsce w świecie sztuki zostało potwierdzone, wciąż mało znamy twórczość Marii Anto, meandrującą i wciągającą w obrazy podświadomości. Sylwia Chutnik odkrywa na nowo prekursorkę odkrywania przed widzem mentalnych kart swojej twórczości.

Po krwistym niebie leci kobieta. Nogi i włosy ma odrzucone w bok, jak u Chagalla. Na głowie siedzi mocno wbity kapelusz, który trzyma się mimo ruchu. Na pierwszym planie blat z budzikiem i otwartą księgą meldunku, jaką można było znaleźć w starych hotelach. I kot siedzący do nas tyłem, patrzący sobie, jak to kot, nie wiadomo gdzie. Na horyzoncie ciemny pejzaż, może szczyty drzew, a może spiczaste wieżyczki w mieście. Jakaś sylwetka stoi w oddali, na smyczy trzyma białego psa. Tytuł „Białowieża po roku”. Czy to wspomnienie z odwiedzin, i jeśli tak, to czy była to podróż służbowa, a może potajemna?

Albo biała sowa, niby zwykły ptak, ale patrzy na nas niepokojąco, a na dodatek jest kobietą. Zamiast szponów ma suknię, na której trzyma splecione dłonie w czarnych rękawiczkach. Sowy nie są przecież tym, czym się wydają, jak mawiali bohaterowie serialu „Twin Peaks”. To symbol mądrości czy podświadomości zaczajonej między drzewami?

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • Sylwia Chutnik
  • Vogue Polska
  • literatura
  • Maria Anto
  • malarstwo