Była sobie kiedyś naukowczyni wbrew panującym modom. Całe życie podporządkowała badaniom, mało co interesowało ją tak, jak literatura i kultura. Wyglądała spomiędzy książek niczym sowa zerkająca z drzewa. Powstał nawet mem, który przedstawia ją w swojej pieczarze, jak patrzy ze spokojem. Obok napis: „Skroluj sobie dalej, Janion i tak będzie tu siedzieć i sprawdzać przypisy”. Niezależnie od naszej prokrastynacji, ona i tak pracowała.

Maria Janion

Krótko ostrzyżone włosy, prosta koszula, zero ozdób czy makijażu. Przez kolejne dekady zmienia się jej twarz, ale portretuje się ją zwykle w scenerii książkowo-seminaryjnej. Jako królową nauki, zanurzoną w dywagacjach, lekturach i sporach. Niczym filozofkę z platońskiej jaskini wychodzącą na zewnątrz – szukającą idei na ścieżce racjonalności, a nie zmysłowego poznania tego, co złudne.

Raz tylko zaproponowano jej sesję zdjęciową w lifestylowym magazynie „Viva”, gdzie siedziała obok krasnali ogrodowych, karmiła jelenia i czytała na lamparciej skórze. Niepokojący klimat fotografii nawiązywał do gnozy, badań nad mitem wampira w kulturze, którymi się zajmowała. Był popkulturowym mrugnięciem w stronę poważnej profesorki. A ona tę konwencję podchwyciła.

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • Sylwia Chutnik
  • maria janion
  • Vogue Polska
  • literatura