Na modnej fali sentymentów do pewnych aspektów życia w PRL wracają też ośrodki wczasowe, które najczęściej położone były w najbardziej malowniczych okolicach i nierzadko stanowiły istne perły architektury. Marcin Wojdak udokumentował kilkadziesiąt z nich i opatrzył ni to zasłyszanymi, ni to wymyślonymi komentarzami.

„Ostatni turnus. Pocztówki z wczasów w PRL-u” to książka nieoczywista. Zaczyna się od mapy, więc sugeruje, że jest przewodnikiem, potem jednak zamiast tras i wycieczek jest mnóstwo zdjęć, czyli bardziej jak w albumie, a między nimi teksty, które do żadnej formy nie przystają. Jakim mianem określiłbyś swój debiut?

Marcin Wojdak: – Zdecydowanie łatwiej jest mi powiedzieć, czym on nie jest. Nie jest więc przewodnikiem, nie do końca jest też albumem i wbrew oczekiwaniu wielu nie jest literaturą sentymentalną, choć czytelnicy tego się po nim spodziewają. Słowo „turnus” jest chyba takim wyzwalaczem wspomnień. Często dostaję wiadomości od ludzi z opowieściami z ich wczasów. Myślę, że gdyby książka składała się z takich sentymentalnych wspomnień, to może osiągnęłaby większy sukces…

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • Vogue Polska