Czy miłość musi być romantyczna? Dlaczego związek jest sprawą polityczną? Co by było, gdyby średniowieczni kochankowie zaczęli żyć razem: prowadzić dom, wychowywać dzieci? A może niespełnienie jest błogosławieństwem? Mit Tristana i Izoldy ożywia spektakl Krzysztofa Warlikowskiego, inscenizacja opery Ryszarda Wagnera powtórzona dokładnie w tym samym miejscu, w którym zabrzmiała po raz pierwszy 156 lat temu.

Pierwsza premiera operowa po lockdownie. Orkiestra Bayerisches Staatsorchester długo się stroi, jakby wracała do pracy po wieloletniej przerwie. Podnosi się kurtyna i jak wodospad spływa fala dźwięku – słynna uwertura, znana choćby z filmu „Melancholia” Larsa von Triera. Oto szczyt wzniosłej harmonii.

W muzyce słychać wezbranie krańcowych uczuć – od rozkoszy do nicości, od życia do śmierci, od szczęścia do pustki. Za to na scenie akcja jest minimalna: dwie prawie identyczne osoby z łysymi głowami, w kurtkach flyersach i białych adidasach stoją nieruchomo. Delikatnie dotykają się ramionami, dłońmi. Oglądamy balet subtelnego dotyku.

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • teatr
  • Vogue Polska
  • opera
  • Tristan i Izolda
  • Krzysztof Warlikowski