Piętnaście wspólnych lat, to najszczęśliwszy czas w ich życiu. - U nas ciągle coś się dzieje. Nie mamy poczucia, że nasze życie jest nudne, ono ciągle gdzieś pędzi i gna - mówią zgodnie Anna Kalczyńska i Maciej Maciejowski. Choć żyją w biegu, potrafią pielęgnować to co najważniejsze.

Anna Kalczyńska i Maciej Maciejowski

Przez lata mijali się na telewizyjnych korytarzach. Ona była reporterką TVN 24, on menedżerem marketingu tej stacji, ale jakoś nigdy nie było im po drodze. I pewnie gdyby nie przypadek nie byliby razem. Anna pracowała nad projektem nowego programu i potrzebowała konsultacji w sprawie jego reklamy. Koleżanka poradziła jej, by zapukała do gabinetu dyrektora odpowiedzialnego za strategię komunikacyjną. - Kiedy otworzyły się drzwi, zobaczyłam przed sobą wysokiego, ciemnookiego młodego mężczyznę, który spłonął rumieńcem na mój widok. Zdziwiło mnie to, ale Maciek szybko odzyskał rezon - wspominała ich pierwsze spotkanie Kalczyńska, która nigdy nie przypuszczała, że przyszłego męża znajdzie właśnie w pracy.

Aktywna para

Aby omówić plan działania umówili się w telewizyjnym barze na sushi. Szybko okazało się, że złapali wspólny język, więc wybrali się razem na kolację do jednej z warszawskich restauracji. Gdy dobiegła końca wiedzieli, że będą spotykać się częściej. - Wszystko mi się w nim podobało i pasowało: to, co mówił, w jaki sposób mnie słuchał, jak się zachowywał. Pomyślałam, że to człowiek z pasją, żyjący w nieznanym mi świecie, no i jest bardzo męski - opowiadała dziennikarka i dodawała, że pierwszy etap ich zażyłości wspomina jako nieustającą podróż. - Kiedy zaczynał się weekend, Maciek od razu chciał gdzieś pędzić: w góry, nad morze i jeziora. Mnie to trochę męczyło, bo wówczas dużo jeździłam po kraju jako reporterka. W weekend lubiłam odsypiać, zjeść obiad u mamy, a tu nagle Maciek robił pobudkę o ósmej rano. Musieliśmy się dotrzeć na tym polu - zwierzała się w jednym z wywiadów.

Nauczyła się dystansu

Z wzajemnym dopasowaniem się nie było jednak większych problemów. Świetnie się rozumieli, uzupełniali i wspierali. Półtora roku od pierwszej randki, w czerwcu 2007 roku, stanęli na ślubnym kobiercu. - Dziś myślę, że tempo w naszym związku było nieco szalone. Jestem dość nieśmiały, a przy Ani nigdy nie brakowało mi śmiałości. Nie było w tym kalkulacji, wręcz przeciwnie, dominowały głównie wielkie emocje - przyznawał Maciej.

- Poznaliśmy się zimą 2006 roku, a latem Maciek podarował mi już pierścionek zaręczynowy. Kiedy się oświadczył, moje pierwsze pytanie brzmiało, czy chce mieć ze mną dzieci. Gdy odpowiedział, że tak, było to dla mnie ukoronowaniem naszego szczęścia - mówiła z kolei Anna Kalczyńska, dziś spełniona mama Janka, Hani i Krystyny. I choć po urodzeniu dzieci w ich związku nie brakowało zgrzytów i niesnasek, bo trójka maluchów okazała się nie lada wyzwaniem dla zapracowanych rodziców, poradzili sobie z tym bez trudu. Receptą na udane i zgodne życie okazała się zarówno umiejętność pójścia na kompromis, ale i podobne poczucie humoru. - Jako para wykonaliśmy ogromną pracę. Nauczyliśmy się siebie. Kiedyś słowa Maćka odbierałam zbyt poważnie, za bardzo się przejmowałam, starałam się dopasować. Z czasem zaczęłam wiele spraw brać w nawias, nabrałam do siebie dystansu - opowiadała dziennikarka TVN, dla której małżeńska monotonia i rutyna to pojęcia całkowicie obce. Bycie w ciągłym ruchu to jej żywioł, podobnie jak ukochanego męża. - Kiedy urodziły się dzieci, pakowałam tylko trochę więcej ubrań dla kolejnych pociech i choć pakować się nie znoszę, weszło mi to już w krew. Moja mama śmieje się, że zimą w ogóle nie powinnam się rozpakowywać, bo i tak zaraz wyjeżdżamy - mówi Anna. - Jestem szczęściarą, że te wszystkie moje miłości, podboje - a trochę ich było - doprowadziły mnie do mojego męża. Marzyłam, aby znaleźć szczęście, harmonię, spokój, miłość, wzajemność, być docenioną i kochaną i żeby mieć kogo kochać - podsumowuje. HAK

11 slajdów
Źródła: Fakt redakcja
Tags:
  • Anna Kalczyńska
  • Maciej Maciejowski
  • miłość gwiazd