Dużo zmieniło się w ostatnich latach w sposobie, w jaki wchodzimy w relacje miłosne. Trudno przyłapać tę zmianę na gorącym uczynku – chyba że, jak Daniel Jones, śledzi się ją od kilkunastu lat, czytając niezliczone opowieści o wchodzeniu w związki, stracie i wszelkiej maści perypetiach miłosnych. Agnieszka Drotkiewicz rozmawia z redaktorem kultowej rubryki „New York Timesa” – „Modern Love”.

Modern love

„Daj spokój, każdy z nas wie coś o miłości, przecież nie musisz się szykować do tego wywiadu, lepiej chodź ze mną na kawę” – mówi koleżanka, którą spotykam w parku. Na moich kolanach leży egzemplarz recenzencki „Modern Love”, czyli książkowe wydanie rubryki „New York Timesa”. Powstała w 2004 r., przez 17 lat jej istnienia redaguje ją Daniel Jones. Autorami tekstów są czytelnicy „NYT”, którzy na kilku stronach opisują często najważniejszą historię swojego życia. Rozpiętość tematów, które poruszają, jest ogromna: od żałoby po SMS-ie, na który nie odpisał chłopak, z którym spotyka się narratorka, po prośbę umierającej na raka żony, która szuka partnerki na resztę życia dla swojego męża.

Nie daję się namówić na kawę. Im bardziej uniwersalny temat, tym bardziej precyzyjnie trzeba do niego podejść, żeby nie ślizgać się po powierzchni – „Modern Love” jest tego dobrym przykładem. Wracam do lektury przerwanej na eseju „W rytmie marsza weselnego”, w którym para podchodząca sceptycznie do instytucji małżeństwa w końcu decyduje się na ślub – dlatego że chodzi o ich ślub, o uścisk tej konkretnej dłoni.

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • społeczeństwo
  • Vogue Polska
  • Modern Love
  • związki