W jaki sposób wyjście na wybieg pomaga uporać się z własnymi demonami? Jak być matką dla ponad dwudziestki dzieci? Prekursorka voguingu w Polsce, Magdalena Marcinkowska, opowiada, jak stworzyła swój dom House of Army i jak wygląda polski ballroom.

Magdalena Marcinkowska

Opowiedz o swoim tańcu.

– Ta historia zaczyna się od wykluczenia. Mam mocny charakter, od zawsze byłam wyszczekana, temperamentna. Na blokowisku w Poznaniu, gdzie się wychowałam, nazywano mnie łobuziarą, bo stawiałam się, gdy ktoś nie był ze mną szczery, co zresztą wyczuwałam na kilometr. Dlatego bliżej mi było do zachowań stereotypowego chłopca niż do społecznie akceptowanej dziewczynki. Jednocześnie uchodzę za osobę atrakcyjną fizycznie, co w ogólnym rozrachunku nie było wspierane przez społeczności, w których się obracałam. Często dotykały mnie pasywno-agresywne komentarze. Co ciekawe, doświadczyłam ich głównie od nauczycielek w szkołach i koleżanek, którym nie pasowało, że nie wpisuję się w normy zachowań. Z kolei chłopcy sukcesywnie sprawiali, że odpychałam moją rodzącą się kobiecość oraz silniejsze cechy osobowości, bo przecież nie mogłam być mocniejsza od płci przeciwnej. Uciekałam w taniec. Najpierw w street dance, potem w taniec współczesny.

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • Vogue Polska
  • Magdalena Marcinkowska
  • voguing