Podobno z zarządzaniem wielkim biznesem wiąże się poczucie samotności na szczycie. Mimo to niektórzy menedżerowie i właściciele opuszczają swoje firmy, by zmierzyć się nie z metaforycznymi, ale rzeczywistymi szczytami najwyższych gór świata

Choć liczba zdobywców Mount Everestu przekroczyła już 10 tys., to najwyższa góra świata wciąż kusi kolejnych śmiałków. Również ze świata biznesu.

To już nie jest zbieranie pieczątek w schroniskach, choć też chodzi o zdobywanie szczytów gór z określonej listy. Korona Ziemi to wyzwanie, które przyciąga coraz więcej osób, mimo że pandemia i wojna na Ukrainie rzucają ambitnym turystom kłody pod nogi.

Wszystko zaczęło się od Richarda Bassa. Nafciarz z Teksasu, właściciel ośrodków narciarskich w Utah i Kolorado, jako pierwszy zrealizował cel postawienia stopy na najwyższych szczytach wszystkich kontynentów. Osiągnął to 30 kwietnia 1985 r., gdy przy pomocy zawodowych alpinistów, za trzecim podejściem, udało mu się wejść na szczyt Everestu, o rok wyprzedzając legendę himalaizmu, Reinholda Messnera, udowodnił, że w górskich dokonaniach biznesmeni mogą konkurować z najlepszymi na świecie. Od tego czasu wyzwanie skompletowania Korony Ziemi (ang. Seven Summits) przyciągnęło w góry wysokie wielu naśladowców. I stworzyło nowy rynek usług turystycznych.

Źródła: Redakcja Forbes
Tags:
  • turystyka
  • wyprawa
  • góry
  • pasja
  • wspinaczka