Pokaz mody – jedna z najbardziej oczywistych spraw w systemie mody. Jedno z najważniejszych wydarzeń i rozwiązań promocyjnych, którego sens w trakcie pandemii podano w wątpliwość. Może w dobie nowoczesnej technologii nie jest wcale potrzebny? Skąd się wziął i jakie właściwie ma znaczenie?

Pokaz Elsy Schiaparelli, 1957 r.

Pomysł, by gotowe projekty pokazywać na żywych osobach w ruchu, przypisuje się Charlesowi Worthowi – ojcowi luksusowego paryskiego krawiectwa. Jeszcze zanim ten Anglik powołał do życia pierwszy w historii dom mody haute couture, miał wpaść na pomysł szybszego przekonania klientek do zakupu dzięki prezentacji produktu na jednej z pracownic. Nazywała się Marie Vernet. Miała ponad dwadzieścia lat i – jak przystało na połowę XIX wieku – wąziutką talię. Ponoć też niebagatelną urodę, taką, z jaką utożsamić chciała się klientka. Marie wkrótce została żoną Wortha. Zapisała się w historii jako pierwsza modelka.

Co dziś oczywiste, wtedy takie nie było: dopiero osoba Marie Vernet, czyli modelki, pozwoliła pokazać trójwymiarowe walory kreacji i niezwykły proces jej noszenia – szelest tkaniny, to, jak pracuje w zmieniającym się świetle, jakie wrażenie tworzy wraz z ruchem, którego ówczesne damy uczono na wieloletnich lekcjach savoir-vivre’u.

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • moda
  • Vogue Polska