W ostatnich dniach w różnych mediach krążą zdjęcia składowiska samochodów należących do największej w Polsce firmy oferującej wynajem aut na minuty. Sprawdziliśmy, jaka jest szkodowość takiej floty i jak niektórzy klienci traktują cudzą własność.

Skład wraków samochodów carsharingowych na warszawskiej Białołęce
  • Stosunkowo niewielki odsetek pojazdów wynajmowanych na minuty ulega wypadkom, choć niektóre zdarzenia są spektakularne
  • Do niszczenia samochodów oferowanych na wynajem zniechęcają zapisy regulaminów, które przewidują srogie kary finansowe za używanie ich niezgodnie z przeznaczeniem
  • Prawie każdy samochód wykorzystywany w carsharingu jest wyposażony w urządzenia, które rejestrują podstawowe parametry jazdy – to rodzaj czarnej skrzynki
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu

Wielkość placu na warszawskiej Białołęce, na który zwożone są rozbite samochody firmy Panek, wcale nie jest tak szokująca, jak piszą. Zwłaszcza liczba rozbitych aut z charakterystycznym logo jest "rozczarowująca" - jest ich na tym placu około 30. Co natomiast zwraca uwagę i naprawdę może szokować, to stan tych samochodów. Większość ma rozbity przód, można więc założyć, że do większości wypadków doszło z winy kierowców tych samochodów. Rodzi się refleksja: oto jak niektórzy klienci traktują cudzą własność.

Ile aut na minuty ulega wypadkom w ciągu roku?

Przedstawiciele firmy Panek nie chcą zdradzić, za jaki procent szkód odpowiadają kierowcy wynajmowanych samochodów, natomiast sama liczba szkód nie jest tajemnicą. W tym roku od stycznia doszło do 53 wypadków z udziałem floty samochodów Panek, przy czym należy pamiętać, że w usłudze Panek CarSharing jest w Polsce aż 2300 pojazdów. Oznacza to, że od początku stycznia "poległo" w wypadkach 2,3 proc. całej floty. Dużo? Raczej nie.

Należy pamiętać, że z aut wynajmowanych na minuty korzystają przypadkowi kierowcy, którzy często danym modelem auta jadą po raz pierwszy w życiu, a w takiej sytuacji rośnie ryzyko popełnienia błędu. Niektórzy klienci spieszą się, by jak najszybciej dojechać na miejsce i zatrzymać licznik, który dolicza do rachunku każdą minutę, którą spędzamy w samochodzie. Na marginesie: często bardziej komfortowy jest wybór opcji rozliczenia, która przewiduje opłatę wyłącznie za pokonane kilometry.

Reasumując: "dzwonów" powodowanych przez użytkowników aut na minuty nie ma aż tak wiele, co nie znaczy, że nie brakuje wandali i przypadków kuriozalnego wręcz obchodzenia się z pojazdami wynajmowanymi na minuty. Niektóre z bardziej atrakcyjnych pojazdów kończą swój żywot już po kilku godzinach od wprowadzenia do oferty. Najwięcej o tym, co można zrobić z wypożyczonym samochodem, mówi... regulamin wypożyczalni.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo

Jak firmy carsharingowe zwalczają wandalizm?

Jeśli komuś się wydaje, że wsiadając do auta na minuty, może pozwolić sobie na więcej niż we własnym samochodzie, bo "cudzego nie szkoda" i "nikt nie widzi", to jest w błędzie. Zwłaszcza przekonanie, że "nikt nie widzi" może nas drogo kosztować. Każdy wynajmowany samochód wyposażony jest w rejestrator jazdy, który rejestruje trasę, prędkość jazdy, przeciążenia, prędkość obrotową silnika i wiele innych parametrów. W przypadku zarejestrowania nietypowego zdarzenia system natychmiast melduje o tym właścicielowi. Nie jest przy tym tak, że każde nieodpowiednie zachowanie (np. nieznaczne przekroczenie prędkości) oznacza wszczęcie alarmu. Niemniej, jeśli kierowca poważnie "narozrabia", może liczyć się z otrzymaniem stosownego rachunku. Mówi o tym wprost regulamin wypożyczalni.

W przypadku Panka przykładowe opłaty specjalne to m.in.:

  • Udział własny w szkodzie: kierowca płaci z własnej kieszeni za spowodowane przez siebie drobne szkody jak uszkodzone koła, otarcia itp. Udział własny w szkodzie ma swój górny limit w zależności od rodzaju wynajętego pojazdu i wynosi od 1000 do 10 tys. zł i może być zredukowany, jeśli przed wypożyczeniem auta zdecydujemy się na kilka zł dodatkowej opłaty, która jest w istocie ubezpieczeniem OC. Dodatkowe ubezpieczenie nie obejmuje jednak np. szkód spowodowanych po alkoholu;
  • Palenie w samochodzie, picie w nim alkoholu – 500 zł.
  • Udostępnienie auta osobie trzeciej, nawet jeśli jesteśmy w środku - 2000 zł.
  • Używanie hamulca ręcznego podczas jazdy, drift – 1000 zł plus pokrycie kosztów naprawy.
  • Utrzymywanie obrotów silnika na poziomie 5000 obr./min lub wyższych – 1000 zł plus koszty ewentualnej naprawy.
  • Wyjazd za granicę bez zgody właściciela – 1000 zł.
  • Użycie karty paliwowej do prywatnych zakupów – 3000 zł plus zwrot nieuprawnionych wydatków.
  • Spowodowanie szkody w związku z przekroczeniem prędkości o 30 km/h lub więcej, ewentualne w związku z popełnieniem innego rażącego wykroczenia – odpowiedzialność finansowa do pełnej wartości szkody.
  • Spowodowanie jakiejkolwiek szkody w stanie po użyciu alkoholu lub nietrzeźwości oznacza pełną odpowiedzialność finansową za szkodę. Trzeba zapłacić za uszkodzenie samochodu lub mienia osoby trzeciej, a także właścicielowi auta, którym jechaliśmy, za uszkodzenie jego pojazdu.

Ogólnie rzecz ujmując, klient ponosi koszty własnej głupoty i nieodpowiedzialności w sytuacjach, gdy właściciel nie może liczyć na pełne odszkodowanie ze strony ubezpieczyciela samochodu.

Co "potrafią" użytkownicy aut na minuty?

Wymienione wyżej zastrzeżenia i opłaty uwzględnione w regulaminie usług skutecznie zniechęcają wszystkich w miarę świadomych użytkowników do niszczenia wynajmowanych samochodów czy świadomego powodowania niebezpiecznych sytuacji. Liczba wypadków w stosunku do liczby wynajmów jest znikoma.

Niemniej nie wszyscy czytają regulaminy i nie wszyscy korzystają z aut na minuty na trzeźwo, niektóre wyczyny kierowców aut na minuty trafiają do mediów, o niektórych na Facebooku informują sami właściciele aut na minuty. Przykłady? Pod koniec grudnia 2020 r. użytkownik "pankowego" Porsche Cayman wziął udział w kolizji z winy innego kierowcy. Stało się to 12 godzin po wprowadzeniu Porsche do oferty. Sprawa byłaby bardzo prosta, straty pokryłby bez dyskusji ubezpieczyciel sprawcy, niestety kierujący autem na minuty był pijany...

Ktoś inny pozostawił Jeepa w krzakach na warszawskiej Białołęce i uciekł. Następny przykład to porzucony samochód zakopany w piasku na plaży, za to z włączonym silnikiem.

Ktoś inny siłowo wyciągnął z samochodu moduł śledzący GPS wraz z instalacją, a dodatkowo zniszczył siedzenia. To przypadki skrajne, które z reguły kończą się niespodziewanym obciążeniem karty kredytowej klienta, a nierzadko odpowiedzialnością karną i utratą prawa jazdy. Wyjątkowo nieodpowiedzialni sprawcy takich szkód, o ile ktoś im zechce jeszcze wynająć auto na minuty, z reguły nie mają już śmiałości, aby podobną głupotę popełnić ponownie.

Na szczęście większość kierowców auta wynajmowane na minuty traktuje z grubsza jak swoje – i to jest jedyny pewny sposób, aby na takim wynajmie nie "popłynąć".

Źródła: Auto Świat
Tags:
  • auta na minuty
  • Kierowcy
  • Wypadki
  • Wraki
  • carsharing
  • kolizje
  • koszty
  • Uszkodzenie auta
  • klient