Przez wieki Melilla była niewielką hiszpańską fortecą w Afryce. Jest nią i dziś, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać.

Przejście graniczne otwierają o siódmej rano. Lepiej jednak przyjść wcześniej, jeszcze przed świtem, żeby zająć miejsce w kolejce. Trzeba się spieszyć, bo zarobek zależy od tego, ile razy w ciągu dnia uda się przekroczyć granicę Unii Europejskiej i wrócić do Maroka z towarem.

Jeden kurs jest wart mniej więcej pięć euro. Tyle Marokanki – często starsze i samotne kobiety – dostają za przeniesienie przez granicę paczki ważącej 50 kilogramów. 10 centów, czyli 40 groszy za kilogram. Tragarki idą zgięte w pół, przygarbione, bo z takim ciężarem na plecach nie sposób się wyprostować. Po hiszpańsku są nazywane porteadoras. Niektórzy mówią na nie mule women, czyli mulice.

Źródła: Kontynenty
Tags:
  • maroko
  • Melilla
  • magazyn Kontynenty
  • Hiszpania