Milad Ebadipour przez pięć lat grał w PGE Skrze, w tym sezonie został kapitanem kadry Iranu.

Przez pięć lat spędzonych w PGE Skrze Bełchatów Milad Ebadipour zagrał w 146 meczach ligowych, zdobył 1782 punkty. Mecz z Polakami w Gdańsku był dla niego szczególnym wydarzeniem.

Edyta Kowalczyk: Przez ostatnich dziesięć lat funkcję kapitana waszej kadry pełnił rewelacyjny rozgrywający Mir Saeid Marouflakrani, który zakończył karierę. Teraz pan przejął po nim opaskę, jako jeden z najbardziej doświadczonych reprezentantów. To duża odpowiedzialność, przejmując rolę po legendzie?

Milad Ebadipour: Muszę uważać na każdy swój krok, bo wiem, że obserwują mnie młodsi koledzy, dla których jestem przykładem. Praca z młodszymi zawodnikami to też okazja do rozwoju, bo oni dają ci ogień. Z Maroufem znamy się od 11 lat, występowaliśmy razem w klubie z Urmii. Zawsze był wielkim graczem. Nienawidził przegrywać. Wiele się od niego nauczyłem i były mecze, w których podrywał nas do walki. Pamiętam nasz pierwszy mecz z reprezentacją Polski podczas igrzysk olimpijskich w Tokio, kiedy podrywał nas do walki i w końcu pokonaliśmy waszą drużynę 3:2. Gdyby nie Marouf nie wiadomo, czy w ogóle pojechalibyśmy do Tokio. Pamiętam jak w półfinale turnieju kwalifikacyjnego przegrywaliśmy już 1:2 z Koreą Południową i gdyby spotkanie zakończyło się naszą porażką, nie mielibyśmy szans na występ olimpijski. A on cały czas nas motywował, rozmawiał z nami, żebyśmy nie stracili tego ducha walki. I się udało. Pomógł zwłaszcza młodym zawodnikom, bo ciążyła na nas gigantyczna presja.

Źródła: Przegląd Sportowy
Tags:
  • Liga Narodów UEFA
  • PGE Skra Bełchatów
  • Milad Ebadipour
  • reprezentacja Polski siatkarzy
  • Siatkówka