Relaks na łonie natury, dobra książka, a nawet… sprzątanie domu. To sposoby Igi Świątek na odpoczynek i regenerację po niezwykle wymagających ostatnich tygodnia. Dzień po powrocie z Paryża po triumfie w Roland Garros, pierwsza rakieta świata wzięła udział w spotkaniu w ramach akcji Dobra Drużyna PZU organizowaną przez jego głównego sponsora w Lublinie. Iga Świątek zdradziła kulisy paryskich zmagań, opowiedziała o trudnych momentach turnieju oraz planach na najbliższe tygodnie przed startem Wimbledonu (27 czerwca – 10 lipca).

Iga Świątek

Po drugim w karierze triumfie w turnieju na kortach Rolanda Garrosa, przed Igą Świątek już kolejne wyzwania. Za nieco ponad trzy tygodnie rozpoczną się kolejne wielkoszlemowe zmagania w Wimbledonie, czyli rusza sezon na kortach trawiastych. Nie jest to nawierzchnia najbardziej odpowiadająca pierwszej rakiecie świata, ale Świątek liczy, że pomocne będzie doświadczenie jej trenera Tomasz Wiktorowski, który w 2012 roku doprowadził Agnieszkę Radwańską do finału w Londynie. Teraz Świątek chce się zregenerować po intensywnych ostatnich tygodniach w Paryżu, a kulisami wielkiego triumfu podzieliła się podczas wtorkowego spotkania w Lublinie.

Najpierw trawa, później plaża?

- Dla mnie najlepszą formą odpoczynku jest czas spędzony w domu. Może po Wimbledonie wyjadę na plażę albo nad jakieś jezioro na łódkę. Z domu wyjechałam w połowie kwietnia i wróciłam w poniedziałek, więc teraz chcę korzystać z tego pobytu u siebie. Nawet to, że mogę zjeść po prostu domowe jedzenie, jest dla mnie ogromnym plusem. Chociaż od dwóch dni nie trenowałam i energia mnie rozpiera, tak że wczoraj w godzinę posprzątałam pół domu – śmieje się Iga Świątek. W sobotę Polka po raz drugi w karierze wygrała turniej na kortach Rolanda Garrosa, w finale pokonując Amerykankę Coco Gauff (6:1, 6:3). Ten mecz był jej 35. zwycięstwem z rzędu. Od kwietnia terminarz startów jedynki światowego rankingu był mocno napięty. Począwszy od turnieju w Charleston, przez Radom, Stuttgart, Madryt, po wielkoszlemowe zmagania we French Open. Chociaż w rywalizacji na kortach Rolanda Garrosa, Iga szła jak burza, to przyznała, że trudnym momentem był jej spotkanie w IV rundzie z Chinką Qinwen Zheng (6:7(5), 6:0, 6:2). - W każdym turnieju przychodzi taki moment trudności. W tym meczu z Chinką poczułam, że znalazłam się w tarapatach już w pierwszym secie, gdzie przy dobrym wyniku nie mogłam domknąć tej partii. Sprawiło to, że zaczęłam się zastanawiać nad skutecznością. Uznałam, że tego pierwszego przegranego seta potraktuję jak zimny prysznic. Wiedziałam, że jak już się rozkręcę, to będzie mi łatwiej utrzymać koncentrację przez cały mecz. Było trochę niedociągnięć w mojej grze, ale mój zespół tak planuje starty w wielkoszlemowych turniejach, żebym na dobre rozkręciła się na drugi tydzień rywalizacji – podkreśla Iga Świątek.

Podczas wtorkowego spotkania w Lublinie, mocno zaznaczała, jak ważna jest rola jej sztabu. - Są dla mnie jak druga rodzina – przyznała i dodała jak dużą rolę odegrała też jej psycholog Daria Abramowicz. - Cieszę się, że coraz więcej osób zyskuje świadomość i korzysta z pomocy psychologów. Dla mnie Daria jest jedną tak niezbędnych osób w zespole, jak trener przygotowania fizycznego czy trener od tenisa. Gdyby nie ona, trudno byłoby mi mentalnie i fizycznie przetrwać te dwa miesiące intensywnego grania, bo często rozmowa z nią pozwalała się pozbyć wątpliwości, by czuć spokojniej na korcie – mówi liderka rankingu WTA.

Jej rywalka może wygrać w Wielkim Szlemie

Jak sama przyznaje, presja związana z serią zwycięstw i oczekiwaniami jej nie przeszkadza, choć jeszcze niedawno zdarzało jej się bardzo emocjonalnie reagować na korcie. Tak jak chociażby po odpadnięciu z turnieju singlowego podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Tym razem po finale w Paryżu, łzami zalała się rywalka Świątek – 18-letnia Coco Gauff, którą triumfatorka Rolanda Garrosa starała się pocieszać. - Jestem pewna, że jej czas jeszcze nadejdzie. Tenis to bardzo frustrujący sport, bo zwycięzca może być tylko jeden. Coco ma dopiero 18 lat, widzę, jak się rozwija i wiem, że w przyszłości będzie wygrywała Wielkie Szlemy. Chociaż też zdaję sobie sprawę, jak człowiek potrafi być niecierpliwy, jak bardzo robi się wszystko, by ten sukces osiągnąć. A później przegrywasz finał i dosłownie chwilę później uczestniczysz w ceremonii dekoracji, mając w głowie tylko myśl o tej świeżej porażce. Dlatego starałam się okazać Coco wsparcie – przyznaje Świątek, która jest zaledwie o trzy lata starsza od swojej finałowej rywalki z Paryża. Swoje 21. urodziny obchodziła podczas French Open. Przed rokiem jej sztab w ramach prezentu zorganizował jej sparing z Rafaelem Nadalem, ale tym razem świętowanie było mniej huczne. - Zeszłoroczne urodziny odbywały się przed turniejem, więc można było sobie na to pozwolić, a teraz wyszliśmy tylko na kolację, świętowanie zeszło na dalszy plan, ale w domu nadrobię – uśmiecha się Iga.

Śladami Radwańskiej?

Turniejem w Paryżu zakończyła zmagania na mączce, bo sezon wkracza w fazę rywalizacji na kortach trawiastych. Zanim 27 czerwca rozpocznie się Wimbledon, tenisistki będą się mierzyć na trawie także w Berlinie (13-19 czerwca), ale Iga i jej sztab dopiero za kilka dni zadecydują, czy pojadą do stolicy Niemiec. - Trawa to dość specyficzna nawierzchnia. Grałam na niej może przez dwa miesiące w całym życiu i warto byłoby zagrać kilka meczów na niej przed Wimbledonem, ale z drugiej strony równie mocno przydałby mi się odpoczynek po tym intensywnym czasie. Na dniach zdecydujemy co jest najważniejsze. Jeśli nie pojadę do Berlina, to najbliższym turniejem, w którym zagram będzie Wimbledon. Biorąc pod uwagę, jakie wyniki osiągał tam trener Tomasz Wiktorowski z Agnieszką Radwańską, liczę, że jego doświadczenie będzie pomocne – mówi Świątek.

Liderka rankingu WTA podkreśla, że gra na trawie, choć może być bardziej wymagająca, to będzie sprzyjać rozwojowi jej umiejętności. - Na trawie serwis ma większe znaczenie. Przejście z najwolniejszej nawierzchni, jaką jest mączka, do najszybszej sprawia, że muszę zmienić poruszanie się na korcie, zatrzymywać się do piłki w inny sposób. Poza tym chciałabym w tym sezonie poprawić moją grę na woleju, bo dużo zawodników korzysta z tego na trawie, a ja nie czuję się pewnie, idąc „na siatkę”. Mam sporo do doszlifowania, ale to tylko pokazuje, że mogę być jeszcze lepsza na tej nawierzchni – podkreśla Świątek. Choć trzeba pamiętać, że za występy w tegorocznym Wimbledonie, zgodnie z decyzją federacji ATP i WTA, nie otrzymają punktów do rankingów, w związku z wykluczeniem Rosjan i Białorusinów ze zmagań.

Źródła: Onet
Tags:
  • Iga Świątek