– Iga tak jak ty kiedyś, gram w kadrze Mazowsza. Marzę, żeby być tak dobry, jak ty – mały chłopiec z trudem może mówić, dociskany do barierki przez tłum ludzi, którzy polują na autograf Igi Świątek. Najlepsza tenisistka długo patrzy malcowi w oczy i rzuca: – Będziesz!

Przekazanie rakiety Igi Swiatek Oliwierowi Kowzanowi

To spotkanie miało miejsce 15 kwietnia w Radomiu, chwilę po wygranym przez Świątek turnieju Billie Jean King Cup. Iga kończyła ostatnie piłki finału z Rumunką Mihaelą Buzarnescu, kiedy 11-letni Oliwier Kowzan, nie zważając na napierający tłum łowców autografów, czekał na idolkę przy barierce oddzielającej trybuny od kortów. Po krótkiej wymianie zdań Iga przerwała rozdawanie podpisów i pozowanie do zdjęć z kibicami. – Poczekaj – rzuciła w kierunku Oliwiera, po czym przebiegła przez kort do torby z rzeczami i wróciła ze swoją, zrobioną specjalnie dla niej, wyprofilowaną do kształtu dłoni rakietą. – Masz, trenuj, żebym za kilka lat to ja ciebie prosiła o autograf i wręczyła Oliwierowi niespodziewany, piękny prezent.

Sypia z rakietą i mówi tylko o tenisie

– Iga ma oko. Od razu poznała, że tenis to cały świat Oliego – śmieje się Aleksander Kowzan tata chłopca.

Oliwier Kowzan gra w tenisa od sześciu lat. Rok temu treningi na korcie łączył z uprawianiem judo. – Nadszedł moment, że syn musiał na coś postawić, bo zwyczajnie brakowało mu czasu. Wybrał tenis – dodaje mama tenisisty pani Martyna. To na niej spoczywa codzienny obowiązek wożenia syna na treningi. Jest trenerem mentalnym i specjalistą od przygotowania fizycznego Oliwiera. Na każdych zajęciach brata wspiera też 9-letnia Kornelia. Ojciec, Aleksander Kowzan, znany stołeczny adwokat i cała rodzina dba o zabezpieczenie finansowe, by Oli mógł oddawać się swojej pasji.

– Od sześciu lat nasze życie kręci się wokół tenisa. Kornelia, obserwując grę brata, obok kortu wykonuje ćwiczenia z akrobatyki sportowej, którą uprawia od dwóch lat. Ja też cały czas jestem obok. Od początku uczestniczę w sportowym życiu dzieci – opowiada mama polskiej nadziei tenisa. – Chcąc pomóc dziecku w rozwijaniu pasji, trzeba się temu całkowicie poświęcić - tak jak Oliwier, który zdarza się, że trenuje po 4-5 godzin dziennie. Śpi z rakietą, rozmawia głównie o ulubionej dyscyplinie. Po prostu żyje tenisem. A my razem z nim – twierdzi pani Martyna.

Trenerzy i bywalcy klubu w podwarszawskim Zakręcie, gdzie trenuje Kowzan, zgodnie twierdzą, że taka perełka jak on, rodzi się raz na kilka dekad.

– Sposób poruszania się po korcie, technika gry, elegancja, szybkość i siła. A przy tym niesłabnący zapał, sprawiają, że Oliwier ma wszelkie predyspozycje, żeby osiągnąć naprawdę wiele. To tytan pracy – chwali podopiecznego trener Nikodem Opyrchał.

600 tysięcy zostawione na korcie

Oliwier zakochał się w tenisie dzięki dziadkowi. – Mój tata to wielki pasjonat tenisa. Od lat regularnie, kilka razy w tygodniu spędza czas na korcie. Raz zabrał ze sobą Oliego i… było po dziecku. Syn totalnie popłynął, zakochał się w tenisie – mówi Faktowi Aleksander Kowzan.

Chłopiec jest w kadrze Mazowsza, wraz z ośmioma najzdolniejszymi rówieśnikami z kraju jest powoływany na konsultacje kadry narodowej, regularnie staje na podium ogólnopolskich turniejów. Również w deblu. Jego największym atutem jest atomowy serwis oraz forhend.

– Nie ma się co czarować. Tenis to sport dla ludzi z pieniędzmi. Wielokrotnie widzieliśmy, jak nawet bardzo zdolne dzieci musiały pożegnać się z marzeniami o podboju światowych kortów, bo wydatki przerosły możliwości finansowe rodziców. W Czechach, na przykład, gdzie tenis to wiodąca dyscyplina, znacznie łatwiej o sponsorów dla młodych zawodników. U nas wszystko spoczywa na rodzicach. Przez sześć lat wydaliśmy na sprzęt, wynajem kortu, trenera, wyjazdy na turnieje, przeszło 600 tysięcy złotych. Oli trenuje 12-15 godzin tygodniowo. Sam kort i opieka szkoleniowca to już wydatek rzędu 15 tysięcy miesięcznie – wylicza mama tenisisty.

Jak się nie uda, to… też już wygraliśmy

Kowzanowie to rozsądni, twardo stąpający po ziemi ludzie. Oczywiście liczą się z tym, że potężne inwestycje, mogą nie przynieść żadnego efektu. Wielkie kariery na korcie robią przecież wyłącznie wybitne jednostki. Sam talent, choćby największy i zapał, mogą nie wystarczyć do podboju tenisowego świata. – Nawet jeśli Oli zatrzyma się w rozwoju lub tenis przestanie mu sprawiać radość, choć akurat w to nigdy nie uwierzę, to i tak już wygraliśmy. Dziś, kiedy dzieci trudno jest wołami odciągnąć od smartfonów i sprzed ekranów komputerów, nasz Oli jest zdrowym, wysportowanym, otwartym na świat chłopcem. A to wartości nieprzeliczalne na żadne, nawet największe pieniądze – z przekonaniem w głosie mówi pani Martyna. A Oliwier, który właśnie pokonał mamę w rodzinnym sparingu, dodaje: – Zawsze mogę zostać trenerem. Tenisa na pewno nigdy nie zdradzę.

Piotr Dobrowolski

9 slajdów
Źródła: Fakt online
Tags:
  • tenis
  • Iga Świątek