Modliła się, by kolano wytrzymało do Tokio, choć w drodze na igrzyska ledwie uszła z życiem z zupełnie innego powodu. Malwina Kopron i jej dziadek - trener opowiadają o kulisach sukcesów młociarki.

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020

Poczuła przeszywający ból w okolicy brzucha. Udzielała akurat wywiadu przez Skype, bo kilka dni wcześniej razem z dziadkiem-trenerem przerwali zgrupowanie w Chula Vista i wylądowali w Polsce w momencie, w którym zamykano granice z powodu światowego lockdownu. Otworzyła okno, myślała, że to chwilowa niedyspozycja. Nie przeszło. Krótko później poszła pod prysznic. – Schyliłam się i już nie byłam w stanie się wyprostować. Byłam przekonana, że pękł mi wyrostek – wspomina Malwina. – Okazało się, że na ile były to poważne problemy? – pytamy. – Na tyle poważne, że mogliśmy teraz tutaj nie siedzieć – odpowiada młociarka.

Na sygnale

Źródła: Przegląd Sportowy
Tags:
  • wiadomości sportowe
  • Witold Kopron
  • Malwina Kopron