Trener ZAKS-y Gheorghe Cretu miał być szczypiornistą, ale wybrał siatkówkę w ojczyźnie, która - jak twierdzi - utraciła swoją sportową tożsamość. Gdy zaczynał pracę w Polsce słyszał, że ma drużynę panienek. Dziś prowadzi triumfatorów Ligi Mistrzów.

Gheorghe Cretu

Edyta Kowalczyk: To prawda, że ma pan dwie twarze – człowieka, który potrafi ostro reagować przy linii oraz ciepłej i spokojnej osoby poza boiskiem?

Gheorghe Cretu: Mecz to często moment przemiany zawodnika czy trenera. Są momenty, w których wiem, że powinienem się zamknąć, a kiedy powinienem krzyknąć, żeby wpłynąć na drużynę. Trochę aktorstwa w hollywoodzkim stylu to też jest element tego spektaklu.

Źródła: Przegląd Sportowy
Tags:
  • Siatkówka
  • wywiad
  • Cretu