Fotografie Jacka Poremby nie są zapisem rzeczywistości, nie są nawet jej interpretacją. Są celebracją jej tajemnicy.

Jacek Poremba nie ilustruje Sudanu. Nie ma na jego zdjęciach ulic Chartumu – nie ma wesołego miasteczka, gdzie chłopcy zerkają na łydki dziewczyn na karuzeli, nie ma ponurego hotelu Hilton i klubu amerykańskiego, w którym rosyjscy robotnicy z nudów grają w tryktraka, nie ma ulicznych straganów z okularami słonecznymi i tkaninami made in South Korea, nie ma etiopskich prostytutek z ulicy Piętnastej willowej dzielnicy Al-Amarat, nie ma pałacu, na którego stopniach powstańcy Mahdiego odcięli głowę Gordona.

Bardziej interesują go peryferie, pobocza. Te, do których dopływa się statkiem po żółtej, błotnistej rzece lub dojeżdża ciężarówką marki Bedford – z jej boków zwisają bukłaki z wodą niczym wzdęte zwierzęta powieszone za nogi, woda z wolna przesiąka przez skórę i zawsze jest chłodna. „Kurz wznosił się za nami... – pisał sudański pisarz At-Tajjib Salih. – Gdzie, Boże, jest cień? Taka ziemia rodzi tylko proroków. Tę suszę wyleczyć może tylko niebo. Droga nie kończy się, a słońce jest bezlitosne... To ziemia rozpaczy i poezji, ale nie ma nikogo, żeby śpiewać”.

Źródła: Kontynenty
Tags:
  • Sudan
  • magazyn Kontynenty