28 lipca 1996 r. ciało mężczyzny zostało wyłowione przez pracowników statku rybackiego u wybrzeży Wielkiej Brytanii. Ani testy DNA, ani też odciski palców nie dały policjantom odpowiedzi o tożsamość zmarłego. Denat miał przy sobie jednak jeden bardzo charakterystyczny przedmiot – drogi zegarek marki Rolex, który stał się ostatnią nadzieją organów ścigania.

Zabójcę odnaleziono dzięki zegarkowi
  • 28 lipca 1996 r. angielscy rybacy wyłowili rozkładające się ciało z kanału La Manche
  • Nikt nie zgłosił zaginięcia, ani też nie udało się zidentyfikować ciała
  • Jedyną poszlaką dla policji był drogi zegarek marki Rolex
  • Z historii zegarka udało się ustalić tożsamość zmarłego, co doprowadziło policję do ujęcia jednej z najbardziej poszukiwanych osób na świecie
  • Więcej takich tematów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Gdy wyobrażamy sobie wykorzystywanie przez policję gadżetów i zdobyczy technologii w celu znalezienia winnego morderstwa i badania śladów na miejscu zbrodni, to najczęściej myślimy, że są one wykorzystywane jako narzędzie do badań. W tym wypadku było jednak inaczej, ponieważ to właśnie drogi cud techniki zegarmistrzowskiej stał się jedyną poszlaką w sprawie bardzo tajemniczego morderstwa, w które – jak się później okazało – zamieszani byli oszuści i złodzieje tożsamości.

Tajemnicze ciało

Rozwiązywanie jednej z bardziej tajemniczych zagadek, w której niemal nie było poszlak, zaczęło się od ciała. Trafili na nie 28 lipca 1996 r. pracownicy trawlera, dużej rybackiej łodzi, ok. 10 km od Teignmouth w południowo-zachodniej części Anglii. Poza ustaleniem, że ciało należy do dorosłego mężczyzny, nie wiadomo było nic. W wodzie było od co najmniej miesiąca. Zaczęło się żmudne sprawdzanie każdej możliwej poszlaki.

Tych nie było jednak wiele. Ciało mężczyzny było co prawda ubrane, ale w kieszeniach nie znaleziono żadnych dokumentów, zdjęć, notatek, czy nawet paragonów. Uwagę śledczych zwrócił jednak zegarek, który nadal znajdował się na nadgarstku zmarłego.

To oryginalny Rolex Oyster. Dziś podobny zegarek wart jest kilkadziesiąt tys. zł. Nie było więc mowy, że mężczyzna zginął z powodu jakiegokolwiek rabunku. Tak drogi zegarek to bardzo cenny łup. Z drugiej strony wypadek z wypadnięciem za burtę byłby najpewniej zgłoszony. Podobnie jak ewentualne zaginięcie całej łodzi wraz z załogą.

Po Roleksie do kłębka

Nie mając innych śladów, angielska policja postanowiła pójść tropem zegarka. Relatywnie rzadki model posiadał nienaruszony numer seryjny, z którym śledczy udali się wprost do producenta. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Skrupulatna baza danych firmy zawierała bowiem informacje o każdym naprawianym zegarku tej marki, jeżeli była ona dokonywana w autoryzowanym przez nich serwisie. W tym wypadku okazało się, że ten konkretny Rolex Oyster służył ponad 20 lat i był w serwisie aż dwa razy. Za każdym razem właściciel podpisywał się tym samym nazwiskiem – Ronald Platt.

To jednak nie wszystko, co udało się ustalić na podstawie zegarka. Model ten, poza godziną, wskazywał także datę. Biegli kryminalni, wraz ze specjalistami Roleksa, byli w stanie ustalić moment wrzucenia właściciela zegarka do wody z dokładnością co do kilku godzin. Na podstawie zużycia energii zegarka i jego wodoodporności ustalono, że jego wyłączenie nastąpiłoby po ok. 44 godz. Wystarczyło więc cofnąć datę i czas od tej, którą wskazywał zegarek – 22 czerwca. Ustalono więc, że Platt znalazł się w wodzie dwa dni wcześniej.

Uzbrojeni w nazwisko, miejsce i czas zgonu, policjanci ruszyli na poszukiwania.

Szczęśliwa pomyłka

Relatywnie szybko ustalono, że Ronald Platt to 51-letni były żołnierz, który w ostatnim czasie wynajmował mieszkanie w Essex. Właściciel mieszkania przyznał, że znał najemcę i bez wahania wskazał także jego najlepszego przyjaciela, który często go odwiedzał – Davida Davisa.

Ten rzeczywiście znajdował się pod wskazanym adresem. Mówiąc z amerykańskim akcentem, opowiadał policji o tym, jak to pożyczył Plattowi pieniądze na rozkręcenie firmy we Francji, ale od dłuższego czasu w ogóle go nie widział. Mężczyzna ten nie wiedział jednak o jednym kluczowym dla sprawy wydarzeniu. Kilka minut wcześniej ci sami policjanci zapukali bowiem omyłkowo do domu sąsiadów. Zwykła pomyłka adresu naprowadziła ich bowiem na zupełnie nowy trop.

Gdy policjanci zorientowali się, że pomylili adres, postanowili zapytać sąsiadów Davisa o niego. Sąsiedzi trochę się zmieszali i wyjaśnili, że to najpewniej kolejna pomyłka organów ścigania. Ich sąsiad miał się bowiem nazywać… Ronald Platt, a więc tak samo, jak mężczyzna, który widniał na dokumentach Roleksa. To dało policjantom kolejnych powodów do przemyśleń i obserwacji domu Davisa/Platta. Udało się ustalić także, że pan Davis posiadał jacht, który 20 czerwca wypływał w okolice miejsca, gdzie wyłowiono ciało Platta.

Szybko okazało się, że osoba ta nie nazywa się Ronald Platt, bo ten rzeczywiście zmarł z własnym zegarkiem na ręku, ani też David Davis, bo ten żył nadal w Kanadzie. Kanadyjski trop był jednak słuszny i doprowadził brytyjską policję na trop jednego z największych oszustów, którzy od lat 80. poszukiwani byli przez Interpol – Alberta Johnsona Walkera.

Największy oszust Kanady

Gdy wszystkie puzzle zaczęły do siebie pasować, policjanci odtworzyli całą ścieżkę "kariery" oszusta i mordercy. Albert Walker był początkowo obiecującym biznesmenem. Co prawda rzucił on szkołę średnią, ale szybko udało mu się stworzyć prosperujący biznes w ojczystej Kanadzie. Jego firma księgowa z czasem rozrosła się do kilku oddziałów, a Walker rozpoczął coraz bardziej ryzykowne gry na giełdzie.

W 1986 r. upadł jeden z projektów, w który Walker zainwestował ogromną sumę pieniędzy. Z czasem zaczął ją odrabiać, naciągając ludzi na kredyty. W ten sposób wyłudził ponad 3 mln dol. kanadyjskich. Gdy ludzie domagali się zwrotu pieniędzy, Walker zniknął, stając się najbardziej poszukiwanym oszustem w kraju.

Nazwisko Walkera zniknęło całkowicie z radarów. Mężczyzna pojawił się w Wielkiej Brytanii, legitymując się dokumentami jednego ze swoich dawnych klientów – Davida Davisa. Wraz z córką, która udawała jego żonę, osiedlili się w Harrogate, planując kolejne biznesy i oszustwa. Jedna z działalności miała powstać we współpracy z innym Kanadyjczykiem, który mieszkał w Wielkiej Brytanii – były żołnierzem Ronaldem Plattem, który w tamtym czasie zajmował się naprawą sprzętu RTV.

Niefortunny powrót

Gdy Platt zdradził plan na powrót do Kanady, Walker/Davies przyklasnął mu i oferując pomoc w zorganizowaniu wyjazdu. W zamian poprosił o pomoc – pozostawienie licencji nurka, aktu urodzenia i podpisu z pieczątką. Jak sam tłumaczył, dla spraw ich firmy. Platt przystał na propozycję. Gdy opuścił Wielką Brytanię, jego tożsamość przejął Albert Walker. Mając dokumenty i podpis, kolejny raz zgubił trop Interpolu.

Być może nikt by się w tym wszystkim nie połapał, gdyby nie fakt, że oryginalny Ronald Platt postanowił raz jeszcze dokonać powrotu. W tym wypadku drugi raz opuszczając Kanadę i na stałe osiedlając się w Wielkiej Brytanii. Dla oszusta był to oczywisty problem – nie może istnieć dwóch Ronaldów Plattów. Podjął on więc decyzję o zabójstwie. Zaprosił swojego "przyjaciela" na jacht, a następnie zabił z zimną krwią, wrzucając ciało do kanału La Manche.

Z czasem na jachcie znaleziono włosy Platta, a także zdemaskowano potrójną tożsamość Walkera. Oszust i morderca dotąd odsiaduje wyrok dożywocia. Ma aktualnie 76 lat.

2 slajdy
Źródła: Opracowanie własne
Tags:
  • Rolex
  • zegarek
  • morderstwo