Energia atomowa od zawsze budzi skrajne emocje. W Austrii budowano elektrownię przez kilka lat i wydano na nią ponad miliard euro, tylko po to, by nigdy jej nie otworzyć. Wszystko dlatego, że wykorzystano ją jako narzędzie polityczne.

  • W Austrii w latach 70. zbudowano reaktor nuklearny, ale nigdy go nie włączono
  • Kiedy już był gotowy do uruchomienia, przegłosowano go w referendum. Zadecydowało 50,5 proc. społeczności
  • Obiekt mógł zasilić 1,8 mln gospodarstw domowych. Niestety stał się narzędziem politycznym
  • Austria po dziś dzień pozostaje sceptyczna wobec atomu
  • Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

W Polsce już w latach 70. XX w. powstawały plany budowy elektrowni atomowej. Plany te jednak nigdy się nie ziściły, a jeśli wszystko pójdzie z planem, ziszczą się dopiero teraz, kilkadziesiąt lat później. Tymczasem w Austrii wszystko było już gotowe, włącznie z prętami paliwowymi. Gotowa była też ok. 200-osobowa załoga. Wystarczyło wcisnąć przycisk, by elektrownia zaczęła dostarczać prąd do ok. 1,8 mln gospodarstw domowych.

Polityczne narzędzie Austrii

W tamtych czasach nie było jednak takiej wiedzy na temat atomu. Nie było też internetu, nie było za bardzo opcji, by sprawdzić, co taka elektrownia może nam dać, czy jest bezpieczna i czy ma sens. Jej budowa zaczęła się w 1972 r., a proces ukończył się w 1976 r. Po przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza (z uwzględnieniem inflacji), koszt wyniósł ponad miliard euro. To sporo, ale ukończenie elektrowni się też przeciągało, co z kolei naciągało też budżet.

Jednak to nie ogromne koszty i naciągany terminarz zadecydowały o zrezygnowaniu z tego projektu. Przeciw uruchomieniu elektrowni opowiedziała się austriacka partia ludowa i w 1978 r. przeforsowała referendum w sprawie przyszłości projektu. Obywatele Austrii byli niezwykle podzieleni – frekwencja wyniosła 64,1 proc., natomiast przeciw jego uruchomieniu opowiedziało się... 50,5 proc. głosujących.

Jak widać, zdania były niezwykle podzielone. I to m.in. dlatego najpewniej elektrownia stała się narzędziem politycznym austriackiej partii ludowej. Nic tak w końcu nie zwiększa poparcia, jak "dowiezienie" lub zlikwidowanie kontrowersyjnego projektu. W tym przypadku, jak widać, bardziej opłacało się jego zablokowanie.

Rzecz w tym, że zablokowano go już po ukończeniu, gdy wszystko było gotowe. 200-osobowa załoga była niezwykle skonsternowana i do końca nie wierzyła w to, co się stało. Postanowiła więc zakonserwować reaktor, wierząc, że w ciągu 2-3 lat, gdy opadnie polityczny kurz, elektrownia zostanie jednak uruchomiona. To się jednak nie zdarzyło. Dlatego też w 1985 r. rozpoczęto wyprzedaż wyposażenia. To się jednak nie udało. Trzeba pamiętać, że te, choć nieużywane, w 1985 r. miało już prawie 10 lat na karku. Technologia energii atomowej szła zaś do przodu i stawiało się na inne rozwiązania.

Stoi tam, gdzie stała

Elektrownia jądrowa Zwentendorf wciąż zatem tam jest – wraz z 99 proc. wyposażenia w nienaruszonym stanie. W 2005 r. odkupiła ją firma EVN, zajmująca się dystrybucją energii na terenie Austrii. Raczej wątpliwe, że w najbliższym czasie elektrownia zostanie uruchomiona (biorąc pod uwagę archaiczność technologii), ale zdaniem pracowników firmy, jeśli rząd Austrii zdecydowałby się na stworzenie elektrowni alternatywnej, takiej jak gazowa czy na biomasę, to byłaby to świetna lokalizacja.

Szczęśliwie, elektrownia też się nie kurzy, choć rzecz jasna koszty jej zbudowania raczej prędko się nie zwrócą. Obecnie jest to swoiste muzeum energetyki jądrowej lat 70., w końcu wszystko jest tam w niemal nienaruszonym stanie. Organizowane są wycieczki i EVN nie ma na co narzekać — rezerwacje sięgają pół roku do przodu. Inżynierowie energii nuklearnej z kolei szkolą się tam m.in. w zakresie odbudowy reaktora i obsługi elektrowni, a sama lokacja wykorzystywana jest też do planów zdjęciowych czy na potrzeby festiwali muzycznych.

Austria po dziś dzień pozostaje dość nieufna wobec atomu. Dość powiedzieć, że blisko elektrowni Zwentendorf powstała w 1987 r. elektrownia węglowa, w 2019 r. przekształcona do spalania gazu ziemnego. Żeby było ciekawiej, od 1983 r. kraj kupuje prąd z czeskiej elektrowni atomowej. Kraj mocno opiera się jednak na OZE, do produkcji energii wykorzystuje też geotermię, ale również w ciepłownictwie.

Źródła: Komputer Świat
Tags:
  • elektrownia atomowa
  • reaktor nuklearny