Pacjent podłączony do respiratora nie czuje, że umiera. Dostaje leki usypiające, uspokajające i bardzo silne przeciwbólowe. Umiera spokojnie – mówi dr Tomasz Musiuk, anestezjolog, zastępca dyrektora szpitala w podlaskiej Hajnówce. Wypełniając dokumenty przy przyjęciu do szpitala, często widać te same nazwiska. W sumie to nie jest dziwne, skoro całe rodziny się nie zaszczepiły.

Oddział intensywnej terapii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie, 29 października 2021 r.

Prof. Wojciech Naumnik, szef szpitala tymczasowego w Białymstoku, mówi, że już w poprzedniej fali przyjmował całe rodziny, ale wtedy były stany lżejsze, kładło się w jednej sali żonę, męża, syna. Teraz pogorszenie przychodzi tak szybko, że gdy jedno może być na tlenie podawanym przez maskę, to drugie trzeba intubować.

– Brakuje miejsc, więc zdarza się, że żona trafia do nas, a mąż na oddział w innym mieście – mówi Grzegorz Lasak, dyrektor szpitala powiatowego w Busku-Zdroju. Ostatnio kobieta trafiła do nich, mąż do Starachowic, a córka jeszcze gdzie indziej. – Gdy córka zmarła, rodzina poprosiła, żeby nie informować o tym matki dopóty, dopóki jej stan się nie poprawi. Nie powiedzieliśmy. Następnego dnia trzeba było ją podłączyć do respiratora. Niestety, też zmarła.

Źródła: Newsweek (RASP / Newsweek)
Tags:
  • koronawirus
  • Wschód
  • antyszczepionkowcy
  • COVID-19