Teza o wycieku koronawirusa z chińskiego laboratorium była uważana za teorię spiskową. Dziś skłania się ku niej nie tylko amerykański wywiad.

Przedstawiciele WHO wjeżdżają do Instytutu Wirusologii w Wuhanie, luty 2021 r.

W sierpniu 2012 roku kilku chińskich wirusologów udało się na misję w prowincji Junnan. Ich celem była jaskinia, z której niegdyś wydobywano miedź. Weszli do niej w specjalnych kombinezonach i maskach, i od razu uderzył ich smród odchodów żyjących tu zwierząt.

Musieli zachować wyjątkową ostrożność. Ponad trzy miesiące wcześniej sześciu górników, którzy czyścili jaskinię z guana nietoperzy, zapadło na nieznaną chorobę. Trzech z nich zmarło. Objawy zbiły z tropu lekarzy. Wszyscy mieli ponad 39 stopni, cierpieli na ostre zapalenie płuc, bolały ich mięśnie. Tym, którzy przeżyli, robiono kolejne testy: na dengę oraz inne typy gorączki krwotocznej, japońskie zapalenie mózgu i grypę. Wszystkie były negatywne. Jak również testy na SARS – bez skutku. W końcu zwrócono się do naukowców z Instytutu Wirusologii w Wuhanie. Nie byli w stanie stwierdzić z całą pewnością, na co umarło trzech mężczyzn, postawili jednak hipotezę, że najprawdopodobniej był to wirus, którego nosicielem są nietoperze.

Źródła: Newsweek
Tags:
  • koronawirus
  • Chiny
  • COVID-19