Jarosław Kaczyński wzywał rząd Tuska do dymisji z powodu zajadania się ośmiorniczkami za pieniądze podatników. Teraz, gdy wychodzi na jaw, że minister sportu ma kontakty z ludźmi podejrzanymi o przekręty, a jego zastępca chciał zarabiać na dzieciach chorych na raka, prezes milczy, bo na ich głosach wisi rząd PiS.

Kamil Bortniczuk, Łukasz Mejza i Jarosław Kaczyński

Gdy ujawniono, że politycy PiS związani z byłą minister edukacji Anną Zalewską okradali kontenery PCK na używaną odzież, później te ubrania sprzedawali, a pieniądze zabierali dla siebie, pomyślałam, że to jest moralny upadek tej władzy. Czy można zrobić coś bardziej obrzydliwego, niż okradanie kontenerów z odzieżą dla biednych ludzi? W ten sposób z dolnośląskiego PCK, którym w latach 2015-17 rządzili politycy PiS, wyprowadzono – według prokuratury – trzy miliony złotych. Wydawało mi się mało prawdopodobne, by rządzącej partii udało się przebić tę aferę. Myliłam się.

Teraz okazuje się, że firma obecnego wiceministra sportu Łukasza Mejzy – jak ujawnili dziennikarze Wirtualnej Polski – obiecywała leczyć osoby umierające na raka, stwardnienie rozsiane, Alzheimera, Parkinsona i inne nieuleczalne choroby. Obecny wiceminister sportu osobiście miał jeździć i przekonywać rodziców chorych dzieci, że terapia jego firmy je wyleczy. Cena – 80 tysięcy dolarów na start. Metoda, którą zachwalał Mejza, nie ma potwierdzenia medycznego. Dziennikarze Wp.pl dotarli do osób, które miały zostać naciągnięte przez polityka.

Źródła: Newsweek (RASP / Newsweek)
Tags:
  • Łukasz Mejza
  • kamil bortniczuk
  • PiS
  • Ministerstwo Sportu