- Jestem niezwykle zadowolony ze swojego życia. Nie zawsze się robi to, co się lubi. Mnie udało się zamienić hobby w pracę. To rzecz godna regularnego przypominania sobie, gdy człowiekowi robi się źle. Można wtedy pomyśleć, że jednak to życie jest wspaniałe – mówi nam Makłowicz.

Robert Makłowicz

Słuchając go rychło zauważasz, że kwiecistość jego wypowiedzi ma iście pałacowy charakter. Pełne są one językowych ornamentów, a i wygłaszane nie bez emfazy. Tematyka zaś niebanalna – swobodnie łączy wątki dawne ze współczesnymi, podkreśla łączenie oraz ścieranie się kultur, religii i smaków. Rzec by można, że to swoisty archaizm osobowościowy, współczesna wersja XVIII-wiecznego szlachcica z Podola. Albo oczytanego krakowskiego mieszczanina, który żyjąc w okresie międzywojennym już wtedy był w swoich przyzwyczajeniach bytowych i językowych nieco przestarzałym. A potem wpisujesz „Makłowicz” w wyszukiwarkę i oglądasz, jak opowiada dowcip o radzieckim urządzeniu do świecenia w dupie.

- To był zawsze taki dobry duch towarzystwa. Ciepły, serdeczny, dowcipny. Miał dystans do siebie, ze wszystkimi fajny kontakt. Wszyscy go lubili i on też chyba lubił wszystkich – wspomina kolega Makłowicza jeszcze z czasów uniwersyteckich w rodzinnym Krakowie, kiedy dzisiejszy dziennikarz kulinarny i kucharz studiował prawo, a potem historię. - Tylko się dziwiliśmy, że bierze się za robienie programu kulinarnego, chociaż w ogóle nie umie gotować – dodaje ze śmiechem. To było w 1998 roku, gdy w TVP2 ruszały „Podróże kulinarne Roberta Makłowicza”.

Źródła: Newsweek
Tags:
  • podróże
  • Robert Makłowicz
  • You Tube
  • kuchnia
  • gotowanie