3 marca Europejskie Centrum ds. Kontroli i Zapobiegania Chorób (ECDC) usunęło z listy potencjalnie niebezpiecznych wariantów SARS-CoV-2 – BA.2, BA.4 i BA.5. Skupiające największą uwagę naukowców warianty koronawirusa wypadają z obiegu, a lista VOC przestaje istnieć. Na placu boju pozostają potomkowie omikrona. W kategorii VOI – wariant będący przedmiotem zainteresowania, to: BQ.1, BA.2.75, XBB, XBB.1.5. W spisie VUM – wariant w trakcie monitorowania, wylądowały: BF.7, BA.2.3.20, CH.1.1, BN.1, XBC, XAY.

Co wiemy dziś o koronawirusie i o COVID? Jak chorujemy? Jak się bronić przed zakażeniem i przed chorobą? I co dalej?

Wyliczamy dla porządku. Mniejsza o litery i cyferki. Najważniejsze jest jedno. Brak wariantów SARS-CoV-2 sklasyfikowanych jako „niebezpieczne”, odzwierciedla obecną sytuację epidemiologiczną w Europie. A ta – choć rośnie liczba zakażeń wśród osób w wieku 65+, przybywa ciężkich przypadków i zgonów – określona została przez ECDC jako stabilna.

To początek końca pandemii. Jednak SARS-CoV-2 nie zniknął.

– Jesteśmy w szczycie wiosennej fali koronawirusa, mamy blisko 5 tys. nowych przypadków. Wirus niestety nie odpuszcza. Widzimy to także w liczbie hospitalizowanych, to też rekordowa liczba, ponad 2,6 tys. osób – informował 7 marca wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. Faktyczna liczba zakażeń jest pewnie większa niż wykazują statystyki. Widać to choćby po liczbie testów sprzedawanych w aptekach i monitoringu SARS-CoV-2 w ściekach.

Jak chorujemy? Czy możemy już traktować koronawirusa jak wirusy wywołujące zwykłe przeziębienie? Jak się bronić przed zakażeniem? I co dalej? Co wiemy dziś o koronawirusie i o COVID?

Kilka ważnych pytań

Odpowiadają: wirusolog, prof. Krzysztof Pyrć, specjalista chorób zakaźnych, prof. Joanna Zajkowska, epidemiolog, dr n. med. Andrzej Trybusz.

Prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog: Nic się nie zmieniło. Zacznijmy od tego, że musiał przyjść, bo na pewno nie został od zera stworzony w laboratorium; to oczywistość. Są trzy główne ścieżki, którymi ten wirus mógł do nas dotrzeć. Pierwsza: wirus ze swojego rezerwuaru (najprawdopodobniej nietoperze) przeniósł się na inne dziko żyjące ssaki, gdzie zaadoptował się do zmieniających się warunków, aby dopiero później przenieść się na ludzi. Czemu dałem tą opcję jako pierwszą? Wirus zakaża bardzo wiele gatunków zwierząt, więc szansa kontaktu nietoperz – gospodarz pośredni – człowiek jest spora. Niestety, do tej pory nie udało się jednoznacznie zidentyfikować takiego „pośrednika”, a pracy nie ułatwia niechęć Chin do współpracy. Druga możliwość jest taka, że przeskok nastąpił bezpośrednio od nietoperzy. Z jednej strony szansa na to jest mniejsza, ponieważ rzadziej mamy bezpośredni kontakt z tymi zwierzętami, z drugiej, tłumaczyłoby to brak „pośrednika”. Trzeba pamiętać, że w niektórych krajach Azji Południowo-Wschodniej kontakt ludzi z nietoperzami jest bardzo intensywny, a ich odchody w niektórych miejscach wykorzystuje się jako nawóz. Kolejna opcja to wypadek w laboratorium – ktoś pracował na wirusach odzwierzęcych i w wyniku błędu lub zaniedbania zaraził się. Jest to najmniej prawdopodobna hipoteza, jednak całkiem jej wykluczyć nie można. Te trzy hipotezy są od początku pandemii cały czas na stole.

KP: Na pewno w Wuhan na początku pandemii bardzo dużo osób zachorowało. Pytanie jest jednak, czy Wuhan był faktycznie punktem „zero” pandemii, czy było to tylko ognisko choroby. Koronawirus mógł zostać przywieziony na targ przez osobę, która przyjechała z zupełnie innej prowincji sprzedawać małże, węże czy cokolwiek innego. Przy dużej gęstości populacji w mieście zaczął się błyskawicznie roznosić. Zakładałbym, że faktycznie wirus pochodzi z Azji Południowo-Wschodniej, ale nie odważę się na szczegółowe spekulacje.

Czy SARS-CoV-2 pojawił się pod koniec grudnia 2019, czy wcześniej? Prawdopodobnie wszystko to zaczęło się nieco wcześniej, a zauważyliśmy wybuch epidemiczny dopiero przy Wuhan. Na pewno jednak nie jest to wirus, który jest z nami od dawna.

KP: Zakażenie SARS-CoV-2 może prowadzić do całego zestawu zaburzeń, które nazywamy long covid, ale nie wpadajmy również w drugą skrajność – COVID-19 nie jest jedyną chorobą. Kluczowe było, aby zażegnać kryzys związany z pandemią, ale musimy również uwzględniać inne choroby – wielokrotnie zaniedbane w ostatnich latach. Przy okazji, obserwowane zwiększenie częstości schorzeń takich jak grypa nie jest dziwne. Wyciszenie ich w czasie pandemii spowodowane ograniczeniami mobilności, ale i noszeniem maseczek skończyło się i ponownie zaczęły krążyć inne wirusy. Kolejny, często występujący wirus układu oddechowego „sumuje” się z pozostałymi.

Prof. Joanna Zajkowska, specjalista chorób zakaźnych: Statystyki spadają, nie ma dramatycznego wzrostu przyjęć do szpitali z powodu COVID, ale nie można mierzyć wagi choroby, tylko liczbą hospitalizacji i obciążeniem systemu ochrony zdrowia. To jest miara obciążenia systemu, a nie miara kondycji ludzkiego zdrowia. Istotna jest również absencja chorobowa osób pracujących. COVID jest chorobą, która daje powikłania. Koronawirus, z którym teraz mamy do czynienia szybciej zakaża, nie ma może wiele cięższych przebiegów choroby, ale nie są bagatelne, a dla starszych osób COVID nadal jest dużym obciążeniem. Nawet jeżeli przebieg choroby jest łagodny, może powstać post COVID czy long COVID, zwiększa się podatność na infekcje, jak wykazują badania, nawet do 8 miesięcy. Uogólnione zakażenia zostawiają w organizmie konsekwencje.

JZ: W łagodniejszych postaciach, to przede wszystkim bóle gardła, zapalenie gardła, nieżyt górnych dróg oddechowych, bez gorączki.

format_quote

Bardziej zaawansowane zakażenia przebiegają z gorączką, także powyżej 38 stopni, bólami mięśni, bardzo silnymi bólami stawów, mogą pojawiać się bóle brzucha, uporczywy, długo utrzymujący się kaszel. Zdarza się, że choroba dosłownie ścina z nóg. Nie pojawia się natomiast utrata smaku i węchu.

To jak chorujemy zależy od tego, w jakim stopniu zajęte są drogi oddechowe i jaka jest ogólna reakcja organizmu. Gdyby objawy ułożyć w piramidę, jej podstawa, to bóle gardła, drapanie w gardle, suchy kaszel. Wyższe piętra oznaczają mniej zachorowań, ale im wyżej, tym cięższe przebiegi.

KP: Nie, nie zniknie. Przyzwyczailiśmy się do tego, że jest niebezpieczny. A teraz musimy zacząć z tym wirusem żyć, tylko mądrze.

KP: Na pewno, musimy jednak odpowiedzieć na pytanie: kto i jak często? Decyzje o schematach szczepień powinny zostać podjęte w oparciu o staranną ocenę stosunku korzyści do ryzyka dla poszczególnych grup. Grupy ryzyka, to jest oczywista oczywistość. Biorąc pod uwagę utrzymującą się przez długi czas ochronę przed ciężką postacią choroby i śmiercią warto pod rozwagę poddać pozostałe grupy. Niedawno zaczęła się dyskusja, jak ustalić ten schemat, jak ustalić sensowny i wiarygodny scenariusz tego, co będzie dalej. W niektórych miejscach na świecie, szczepionki przeciw COVID-19 zostały włączone do standardowego kalendarza szczepień. To dobry kierunek, ważna jest jednak uczciwa i klarowna komunikacja takich decyzji.

JZ: Mam nadzieję, że będziemy się doszczepiać. Pracownicy służby zdrowia, na przykład, ci, którzy pracują z dużą grupą ludzi, koniecznie powinni. Osoby, które chcą się szczepić, powinny mieć taką możliwość. Dawki przypominające do trzech miesięcy podwyższają poziom bezpieczeństwa. Nawet piąta dawka podwyższa poziom bezpieczeństwa i tę odporność, którą uzyskaliśmy wcześniej.

Dr n. med. Andrzej Trybusz, epidemiolog: Zdecydowana większość społeczeństwa miała jakiś kontakt z wirusem, wobec czego istnieje pewna odporność populacyjna, choć może nie w klasycznym wymiarze, jak przy innych chorobach. Na pewno jednak trzeba będzie się doszczepiać. Być może będą doszczepiać się przede wszystkim osoby z grup ryzyka. Zainteresowanie szczepieniami, generalnie, niestety, najpewniej sprowadzi się do poziomu szczepień przeciwko grypie. Może być większe w grupie seniorów, w której drugą dawkę przypominającą przyjęło dwadzieścia kilka procent, przy siedmiu procentach ogółu społeczeństwa.

KP: To ryzyko zmniejsza się z każdym miesiącem. To, co widzieliśmy na początku, to była rewolucja związana z pojawieniem się całkowicie nowego wirusa, która prowadziła do szybkiej i wielokierunkowej ewolucji. Powstawały liczne, bardzo różniące się od siebie warianty, które wykorzystywały różne „luki” w naszych obronach. Sytuacja zmieniła się, kiedy pojawił się omikron. Ewolucja cały czas jest bardzo dynamiczna, ale ma charakter bardziej liniowy. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z następstwem pokoleń omikronu.

format_quote

Ryzyko, że „odnajdą się” jeszcze jakieś kompletnie niezależne warianty jest stosunkowo małe. Warto jednak zwrócić uwagę na jedną kwestię. Wirus ma zdolność zakażania bardzo dużej liczby gatunków zwierząt. Co więcej, może on powodować u nich mikroepidemie i niezależnie ewoluować w zupełnie innych kierunkach niż u ludzi.

Nawet na naszym podwórku mieliśmy do czynienia z bardzo niebezpiecznym zjawiskiem, kiedy wirus SARS-CoV-2 zakaził zwierzęta na fermach norek. W tych hodowlach masowych krążył przez wiele miesięcy, po czym wrócił do człowieka bardzo zmieniony. Opisaliśmy to zjawisko z kolegami z Gdańska.

Z drugiej strony, taka niezależna ewolucja prawdopodobnie doprowadzi do powstania nowych gatunków zwierzęcego SARS-CoV-2, które nie będą powodowały choroby u ludzi. Będziemy mieli koci SARS-CoV-2, jeleni SARS-CoV-2, czy norkowy SARS-CoV-2. Brzmi jak science fiction? Jeden z koronawirusów przeziębieniowych, odkryty w latach 60. – ludzki koronawirus OC43 – spowodował u ludzi pandemię w okolicach XIX wieku. Pozostałości po tym wydarzeniu możemy znaleźć również w świecie zwierząt – prawie identyczne gatunki możemy znaleźć u bydła i u psów. Scenariusz sprawdzony i potwierdzony.

KP: Już to przecież robimy. Przeszliśmy do codzienności z tym koronawirusem, biorąc jednak pod uwagę, że ryzyko jest większe niż w przypadku wirusów sezonowych.

KP: Prawdopodobnie będą. Natomiast, na ile one będą lepsze od tego, co w tej chwili mamy, no to już muszą pokazać badania. Mam wrażenie, że czasem nieco na wyrost „mamy nadzieję”. Jak pokazały doświadczenia z pandemii – najpierw fakty, później obietnice.

KP: Głównym czynnikiem jest czas od momentu zakażenia. Na początku potrzebne są leki przeciwwirusowe, które zahamują namnażanie się wirusa. Później skupiamy się bardziej na tym, żeby opanować nieprawidłową i nadmiarową reakcję naszego układu odpornościowego. Do tego dochodzi seria leków, które potencjalnie mogą pomóc z long COVID lub zmniejszyć ryzyko zakrzepicy związanej z chorobą. Oczywiście najlepiej jest zahamować samo zakażenie i nie dopuścić do rozwoju ciężkiej choroby. Tutaj mamy kilka leków takich jak remdesivir, molnupiravir, czy paxlovid. Różnią się one mechanizmem działania i skutecznością, a liderem na razie jest paxlovid. Badania terenowe pokazują, że wczesne przyjęcie leku zmniejsza o prawie rząd wielkości ryzyko ciężkiej choroby i zgonu. Tragedią jest, że w Polsce nie jest on dostępny dla osób z grupy wysokiego ryzyka. Chociaż rozumiem argumenty ekonomiczne, to mądre zdefiniowanie grupy najbardziej zagrożonej i dostarczenie jej szybkiej diagnostyki i skutecznego leczenia mogłoby okazać się tańsze niż niektóre istniejące rozwiązania. Oczywiście pomijając fakt, że rolą państwa jest ochrona właśnie tych najsłabszych, a nie zostawianie ich samym sobie.

KP: Oczywiście, że tak. Powinniśmy przyswoić sobie jedną zasadę – jeżeli jesteśmy chorzy, to nie chodzimy, tylko zdrowiejemy. A niestety, zarówno pracownicy, jak i pracodawcy często uważają, że nic się nie stanie, gdy „trochę” chory pójdzie do pracy. To jest myślenie bardzo krótkoterminowe, które długoterminowo się nie opłaca. Choroby zakaźne mają to do siebie, że chwilę później grupa „trochę” chorych wzrasta błyskawicznie. To nie musi być COVID-19, to może być grypa czy cokolwiek innego.

Druga rzecz – jeśli już musimy wyjść i jesteśmy chorzy, bo taka sytuacja może się zdarzyć, to jednak warto byłoby ubrać maseczkę. Jeśli ktoś jest chory, wie, że może zakażać, to maseczka zredukuje ryzyko transmisji.

AT: Jak masz infekcję, zostań w domu. Trzeba się wychorować, odpocząć. Nie zarażaj. To absolutnie żelazna zasada. Nawet, jeśli nie mamy infekcji, to w zbiorowiskach typu galerie, a zwłaszcza w komunikacji, dobrze byłoby założyć maseczkę. Trzeba pamiętać, że ważna jest aktywność fizyczna, strój odpowiedni do pogody, w jadłospisie – warzywa i owoce. Istotna w okresie zimy jest suplementacja witaminą D3. Prochu nikt tu nie wymyśli, to są podstawowe zasady dbania o zdrowie i wzmacniania ochrony przed infekcją. A ze względu na long COVID, na powikłania, które powoduje koronawirus, nie traktujmy go jak zwykłej choroby przeziębieniowej, jeszcze w tym sezonie podchodźmy do koronawirusa z większą ostrożnością.

KP: To jest bardzo ważne pytanie i bardzo na czasie. W tym momencie, mam wrażenie, że jesteśmy równie nieprzygotowani, jak w 2020 roku.

Nie mówię o tym, że powinniśmy teraz stawiać szpitale polowe. Chaotyczne działania prowadzą co najwyżej do tego, że stracimy dużo pieniędzy. Natomiast powinniśmy usiąść i zastanowić się, co zrobić „gdyby”.

format_quote

Prędzej czy później pojawi się kolejny wirus. To może być za 100 lat, ale to może być również za miesiąc, nie ma czegoś takiego jak okres ochronny po pandemii. Mówię całkowicie serio, częstość pandemii w związku ze zmianami klimatu i naszą ingerencją w przyrodę będzie wzrastać.

Co to oznacza zastanowić się? Na przykład, jakie działania są sensowne przy konkretnym zagrożeniu i przy konkretnych ścieżkach transmisji. Jak ocenić i zareagować na zagrożenie. Może warto napisać kilka scenariuszy? No i chyba najważniejsze – zastanowić się, jak zlokalizować osoby, które mogą być pomocą w konkretnych zagrożeniach.

AT: Dane oficjalne dalekie są od tego, by oddać stan faktyczny. Odsetek dodatnich wyników testów, w większości dni, znacznie przekracza 30 procent, a o kontroli epidemii mówimy, gdy nie przekracza on 5 procent. Natomiast, jeśli porównujemy tydzień do tygodnia, to można zauważyć, że dynamika zakażeń jakby trochę spadała. Na początku lutego, to były wzrosty o ponad 60 proc., od 1 marca są mniejsze. Generalnie, sezon zachorowań, powodowanych przez wirusy oddechowe trwa. Myślę, że zacznie się wyciszać w czasie dwóch – trzech tygodni.

Co powinniśmy zrobić, by nie dać się zaskoczyć? Trzeba podnieść na właściwy poziom diagnostykę mikrobiologiczną. Przy okazji pandemii nastąpiło doposażenie laboratoriów w sprzęt, jest baza materiałowa, natomiast organizacji wymaga pobór i przekazywanie materiału do badań, działanie laboratoriów. Ciągle także brakuje nam instytucji, typu Instytut Kocha w Berlinie, która byłaby ośrodkiem referencyjnym, skupiającym wszystkie elementy takiej pandemicznej informacji, i która wydawałaby wiarygodne, obowiązujące opinie.

KP: Realnie przygotować się na zagrożenie.

format_quote

Aktualnie stworzyliśmy transeuropejską sieć naukowców i zespołów badawczych DURABLE. Mówię stworzyliśmy, ponieważ mój zespół jest jedynym z Polski, który wszedł w jej skład. Nowy projekt, finansowany przez Komisję Europejską, ma szybko reagować w zakresie zagrożeń biologicznych i zagrożeń zdrowia.

Uściślimy jedno – to nie jest sieć laboratoriów wykonawczych, tylko międzynarodowy, wieloośrodkowy zespół, który ma szybko dostarczyć informacji. Jakich? Takich, których brakło w 2020 roku. Jakie zagrożenie stanowi dany wirus dla mnie? Czy mamy leki? Czy ktoś jest odporny lub przeciwnie – wrażliwy na ciężką postać? Czy są skuteczne leki? Jak wykryć zakażenie? Oczywiście, to tylko początek długiej drogi, ale miejmy nadzieję, że na jej końcu będzie bezpieczeństwo nas wszystkich.

Bardzo mnie również cieszy, że działania podejmowane są na poziomie całej Europy, której częścią jest Polska. Widzieliśmy jak duże benefity mieliśmy w czasie pandemii z racji naszej partycypacji w Unii. Mieliśmy priorytetowy dostęp do szczepień na warunkach, których Polska jako kraj nie byłaby w stanie wynegocjować. Tylko jako Europa mamy wystarczającą siłę i wystarczającą „zdolność bojową”, żeby realnie odpowiedzieć na pojawiające się kryzysy tej klasy.

Rozmawiała Karina Konieczna

7 slajdów
Źródła: Fakt redakcja
Tags:
  • pandemia
  • SARS-CoV-2
  • Covid