Bardzo różnie reagujemy na zakażenie koronawirusem. Jak, to zależy od indywidualnych predyspozycji organizmu, od dawki wirusa, którą wchłonęliśmy wdychając powietrze, od tego, czy chorujemy na inne choroby: cukrzycę lub nadciśnienie, od tego, ile ważymy – otyłość najbardziej zwiększa ryzyko ciężkiego przebiegu COVID. Ale zdarza się również, że ciężko chorują młode osoby, które przez zakażeniem były całkiem zdrowe.

Prof. Joanna Zajkowska, specjalista chorób zakaźnych z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku

COVID składa się z kilku faz. Od czasu rozpoznania choroby i nasilenia objawów, zależy, jakie leczenie trzeba zastosować i jak będzie skuteczne. O tym, jak wygląda leczenie COVID rozmawiamy z prof. Joanną Zajkowską, specjalistą chorób zakaźnych z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku

Nie zwlekaj dłużej niż pięć dni

Fakt: Kto powinien być szczególnie czujny wobec koronawirusa?

Prof. Joanna Zajkowska: Osoby, które są w grupie ryzyka. Bardzo ważne jest, by zdawać sobie sprawę, że jest się w grupie ryzyka. Jeżeli ktoś ma nadciśnienie, cukrzycę, choruje przewlekle na serce lub nerki, powinien szczególnie uważnie chronić się przed zakażeniem. Zwłaszcza gdy jest niezaszczepiony i ma więcej niż 65 lat. Równocześnie jednak musimy pamiętać, iż nikt nie ma gwarancji, że zachoruje lekko. Chorują także ludzie młodzi, czasem chorują ciężko.

Nasz układ immunologiczny jest bardzo złożony. Podejrzewamy, że są pewne defekty tego układu, z których sobie nie zdajemy sprawy, których nie sposób uchwycić, a od których może zależeć przebieg choroby. Każdy z nas musi mieć świadomość, że człowiek nie jest niezniszczalny.

Większość z nas przechorowuje zakażenie koronawirusem łagodnie, pozostając w domu. Leczymy się, jak przy innych infekcjach oddechowych – miód na kaszel, paracetamol lub ibuprofen, gdy gorączka przekracza 38 stopni. Coś jeszcze? Kiedy powinna zapalić się lampka kontrolna, że trzeba się zgłosić do lekarza?

– W pierwszym stadium choroby, gdy objawy są skąpe, gdy chorujemy łagodnie, stosuje się leki przeciwgorączkowe, przeciwkaszlowe, istotne jest nawodnienie organizmu. Jednak - to ważne - nawet jeśli zakażenie przebiega lekko, należy odpoczywać. Na bazie doświadczeń z grypą i innych infekcji wiemy, że wysiłek fizyczny powoduje zainhalowanie materiału zakaźnego w głąb układu oddechowego. Odpoczynek też jest sposobem leczenia, bo nie wykonujemy wówczas bardzo głębokich oddechów, takich, gdzie zasysamy wirusy głębiej do oskrzeli i płuc, potęgując zakażenie. Na tym etapie trzeba również za pomocą pulsoksymetru kontrolować saturację, czyli nasycenie krwi tlenem. Gdy gorączka nie spada, po kilku dniach, tj. trzech, maksymalnie pięciu (a nie po 10!), skontaktujmy się z lekarzem POZ. Natychmiast zgłaszamy się do lekarza, gdy trudno nam złapać oddech, gdy czujemy duszność, gdy mamy niską saturację, to znaczy poniżej 94 proc. - wówczas trzeba rozważać leczenie szpitalne.

COVID składa się z kilku faz. W pierwszej fazie choroby wirus się powiela, zajmuje gardło, nos… To mniej więcej czas do pięciu-siedmiu dni, wtedy stosuje się leki przeciwwirusowe.

Dokładnie tak. Podstawą są leki przeciwwirusowe - rozpoczęcie terapii przeciwwirusowej zalecane jest do piątej doby od wystąpienia objawów, zawsze pod kontrolą lekarza (obecnie podawane w szpitalu, te doustne z możliwością ordynowania przez lekarza POZ dopiero będą, dla osób z ryzykiem ciężkiego przebiegu). Dodatkowo podajemy kortykosteroid wziewny.

Potem koronawirus atakuje płuca, ale powoduje również problemy w układzie krwionośnym...

– Przy nasilonym zakażeniu - pacjent wymaga wówczas hospitalizacji - w drugiej fazie choroby, zwykle w pierwszym tygodniu infekcji, nadal podajemy leki przeciwwirusowe, ale potrzebne jest też leczenie przeciwkrzepliwe, chory dostaje heparyny drobnocząsteczkowe.

W kolejnym etapie - trzeciej fazie choroby - wirus już nie jest aktywny, ale dochodzi do tzw. burzy cytokinowej.

– Powstaje intensywnie rozwinięty stan zapalny, który uszkadza inne narządy. Zawodzą mechanizmy regulacyjne i tego zapalenia nie wygaszają. Równocześnie mamy zmiany zapalne w płucach, które ograniczają natlenianie wszystkich narządów.

Taka burza w organizmie może się zdarzyć już w drugim tygodniu infekcji. To wtedy potrzebne są leki wspierające układ odporności?

– Tak. One jakby schładzają ten układ odpornościowy. On się rozgrzewa, zakłócone są mechanizmy regulacyjne, rozgrzewa się coraz bardziej, wobec czego schładzamy go za pomocą sterydów albo za pomocą tzw. leków immunomodulujących, czyli tocilizumabu czy baricytynibu, to preparaty, które są podawane tylko w szpitalu.

Jakie mamy szanse?

Zdarza się, że niełatwo dostać się do lekarza POZ. Ale najgorszy błąd, jaki możemy popełnić na tym etapie, czyli w pierwszych pięciu-siedmiu dniach choroby, to oczekiwanie na rozwój wypadków w przeświadczeniu, że dokucza nam tylko przeziębienie.

– Tak. Im później się zgłaszamy, tym trudniejsze jest leczenie. Stan pacjenta i zakres rozwoju choroby powinny być ocenione przez lekarza, także przez wyniki badań. Boimy się oczywiście najbardziej niewydolności oddechowej spowodowanej przez zapalenie płuc, tu objawy duszności, szczególnie przy niedużym wysiłku, ból w klatce piersiowej i wskazania pulsoksymetru są pomocne. W szpitalu, sytuacja jest prostsza, mamy na przykład taki doskonały marker, który wskazuje, czy dochodzi do burzy cytokinowej. Badanie wykonuje się w szpitalu, wynik decyduje o włączeniu leczenia hamującego zapalenie, wyciszającego układ odpornościowy.

Do tej burzy nie musi dojść, ale po drodze lub w kolejnej, czwartej fazie COVID, może się zdarzyć coś równie niebezpiecznego. Jeżeli dochodzi do uszkodzenia płuc, gdy za mało tlenu dostarczają do organizmu, wtedy potrzebny jest tlen. W zależności od tego, jak źle się rozwinęła sytuacja, potrzebne są wąsy, maski, terapia wysokoprzepływowa, gdy sytuacja nadal się pogarsza – respirator, a kiedy płuca przestają pracować - ECMO.

– Jeśli chory za późno zgłasza się do lekarza, jeżeli to jest zaawansowany etap choroby, a zmiany w płucach rozwijają się podstępnie - płuca nie bolą, w krótkim czasie wymaga podania tlenu, zdarzają się pacjenci, którzy trafiają od razu pod respirator. Jak to możliwe? Mechanizmy naprawcze organizmu powodują, że nie mamy świadomości, iż są zajmowane kolejne obszary płuc. Trafiają do nas pacjenci, gdy mają 80 proc. zajętych płuc i to jest już ostatni moment, by móc zadziałać – potrzebny jest albo high flow (wysoki przepływ tlenu – red.), albo respirator.

Jakie mają wtedy szanse?

– W przypadku high flow większe. Szanse - generalnie - zależą od rodzaju zmian w płucach. Jedne zmiany - w badaniach wyglądają jak kostka brukowa - nie cofają się, co wyłącza płuca z pracy. Inne się cofają. W tym drugim przypadku rokowanie jest dobre. Natomiast, w którym kierunku pójdzie zakażenie, tak naprawdę nie wiemy.

Jak szybko może się rozwinąć taki poważny problem? Ta pierwsza faza COVID trwa mniej więcej siedem dni…

– Przy delcie, to jest drugi-trzeci tydzień, kiedy szybciej się ludzie załamują, szybko się pogarszają. Potrzebne są oczywiście badania na dużych grupach, natomiast już z doświadczenia, z obserwacji wynika, że delta prowadzi do ciężkiej niewydolności oddechowej szybciej niż przy wariancie brytyjskim. A ciągle mamy do czynienia z deltą, omikron dopiero do nas wkracza. Wstępne obserwacje wskazują, że przebieg bardzo przypomina grypę, to ból głowy, gardła, gorączka, ogromne osłabienie.

Obserwujmy organizm. Jeśli wiemy, że przyczyną naszej infekcji jest koronawirus, co może być potwierdzone tylko przez test, bo nie da się odróżnić w inny sposób rodzaju zakażenia oddechowego – czy to grypa, czy to przeziębienie – a objawy (u zaszczepionych i niezaszczepionych) mogą być mizerne, to może być tylko osłabienie czy zmęczenie, bądźmy w kontakcie z lekarzem. Tak brzmi zasada bezpieczeństwa?

– Tak. Bardzo często jest tak - wiem to ze swoich bezpośrednich doświadczeń - że pacjent mówi, iż od trzech dni nie może wstać, nie ma siły dojść do łazienki, gorączkuje. Na prośbę: proszę zrobić test, odpowiada, że to na pewno nie koronawirus. Na trzecią dobę okazuje się, że zrobiony jednak test potwierdza COVID i trzeba szybko jechać do szpitala.

I szanse maleją, bo żaden z leków, podawanych we wcześniejszym etapie, po prostu nie działa na tym późniejszym etapie rozwoju choroby.

– Nie. W późniejszym etapie leczymy tylko objawy i skutki. Obniżamy gorączkę, dostarczamy tlenu i wygaszamy stan zapalny. Jeżeli rozwija się w niekontrolowany sposób, schładzamy układ immunologiczny. Przez tlenoterapię pomagamy przetrwać ostry okres choroby.

Organizm tak naprawdę sam musi się pozbierać.

– Jak dotąd nie ma jeszcze ogólnie dostępnego leku likwidującego przyczynę COVID, takiego, który by niszczył skutecznie obecnego w organizmie wirusa. Czekamy na leki hamujące jego namnażanie, dostępne poza szpitalem we wczesnym etapie. Na dziś pomagają różne leki, dobrane do stanu zdrowia pacjenta, fazy i nasilenia choroby. Jednak te nowe leki, w tym doustne, będą dla wybranych grup pacjentów i muszą być stosowane w odpowiednio wczesnym czasie (od trzech do pięciu dni od pierwszych objawów), co wymaga szybkiej identyfikacji zakażenia.

Rozmawiała Karina Konieczna

Ten artykuł pierwszy raz na stronie Faktu pojawił się 25.01.2022 r.

5 slajdów
Źródła: Fakt redakcja
Tags:
  • COVID-19
  • koronawirus