– Jedna z lekarek powiedziała mi, że czuje się, jakby pracowała na stacji benzynowej, bo co chwilę pod szpital podjeżdżają karetki. I nie może odmówić przyjęcia kolejnych dzieci, bo nie chce, żeby jej cmentarz się powiększał – mówi Marta Szarejko, autorka książki „Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci”.

Chyba najtrafniejszym podsumowaniem fatalnej sytuacji psychiatrii dziecięcej w Polsce jest zdanie wypowiedziane przez jedną z twoich rozmówczyń. Mówi ona, że w naszym kraju psychiatria dziecięca jest traktowana tak, jak te dzieci. Ma być i nie sprawiać kłopotu. Nie odzywać się niepytana.

Marta Szarejko: – To zdanie wypłynęło w jednej z najbardziej zaskakujących dla mnie rozmów, z szefową kliniki dla dzieci i młodzieży w Gdańsku. Polska jest na drugim miejscu w Europie, za Niemcami, jeśli chodzi o liczbę samobójstw wśród dzieci i nastolatków, więc spodziewałam się rozmowy o traumach, ale dr Izabela Łucka przez cały czas unikała epatowania zatrważającymi przykładami czy cytowania statystyk, które oprócz chwilowego szoku, nie wywołują żadnych zmian. Próbowała natomiast tłumaczyć, jak dochodzi do tego, że dzieci tak często mają myśli samobójcze, z jakich zmian w rodzinie i szkole to wynika. Opowiadała też, dlaczego psychiatria dziecięca jest u nas traktowana po macoszemu, z pogardą.

Źródła: Vogue Polska
Tags:
  • Vogue Polska
  • psychiatria
  • Marta Szarejko
  • zdrowie
  • dzieci